Bałtyk zachwyca! [Felieton Jakuba Głaza]

Holendrzy to spece od przerabiania morza na stały ląd. W Poznaniu tak się zagalopowali ze swoim hobby, że zrobili z Bałtyku górę – i to naprawdę dobrą.

Felieton Jakuba Głaza, krytyka architektury, opublikowany 27 maja 2016 roku w poznańskiej Gazecie Wyborczej.

Nie należę do sprawców ciąż, więc nie znam tych radości, że maleństwo już kopie, a USG takie piękne. Odbijam to sobie na budowach: lubię oglądać budynki w stanie prenatalnym, zanim okryje je skóra tynków i okładzin. Emocje są zbliżone, tylko że finalnie dzieci jakieś przeciętne, zwłaszcza te większe bobasy, czyli nowe poznańskie wieżowce. Duże toto, wysokie, ale na ogół banał.

© Garvest

© Garvest

Bałtyk to rzeźba niespodzianka

Kiedy się więc napatrzę na zwaliste kloce wydalone przez sprawnych architektów i deweloperów, to – dla kontrastu – jadę pokręcić się koło Centralnego Rozgardiaszu Miejskiego, czyli Kaponiery. Co mnie przyciąga? Nowy Bałtyk w budowie; i to nie wielkim gabarytem, lecz klasą, którą podziwiam podczas tych eskapad. Różne mam orbity wycieczek, bo Bałtyk to rzeźba niespodzianka. Zmieni trochę człowiek pozycję, przesunie się o kilkadziesiąt metrów, i widzi coś zupełnie innego. Zapowiadały to wizualizacje, ale rzeczywistość jest lepsza. Cieszę się jak dziecko.

© Garvest

© Garvest

Ktoś powie: Bałtyk to też klocek, i będzie miał rację, ale tylko w części. Z jednej strony bryła jest masywna, ale z drugiej – lekka, jeszcze z innej – pełna dynamiki. Od Teatralki – wąski ołóweczek, z Kaponiery – kopnięta piramida, a z placu Mickiewicza – coś w rodzaju miejskiej góry, która optycznie domknęła Świętego Marcina. Góra odwraca też uwagę od paru słabych budynków w okolicy i pięknie równoważy pustynię Kaponiery. Bałtyk jest tak bardzo na miejscu, że za chwilę nie będę mógł sobie wyobrazić miasta bez niego, choć, przyznam, jego skala budziła u mnie wcześniej drobne wątpliwości.

© Garvest

© Garvest

Mimo skojarzeń z górą nic tu się samo malowniczo nie wypiętrzyło, tylko ktoś dobrze analizował miasto, a potem siedział tak długo, dopóki tego Bałtyku porządnie nie wymyślił, majstrując po drodze kilkadziesiąt alternatywnych koncepcji. Finalnie popodcinał u dołu, żeby zrobić więcej miejsca, ściął ukośnie tarasy, na szczycie odjął, gdzie indziej dodał. Wszystko, by jak najlepiej oddziaływać na otoczenie – bliskie i dalsze, bo Bałtyk zamyka też dobrze kilka osi widokowych. Ten, co siedział i myślał, to znana z dobrych projektów holenderska pracownia MVRDV.

© Garvest

© Garvest

Bałtyk – triumf rozumu

Często żałuję, że nie urodziłem się Holendrem. Raz, że fajnie być rosłym blondynem z wrodzonym optymizmem. Dwa, że nawyk logicznego myślenia ssałoby się z mlekiem matki lub z tamtejszym bebiko. Bo Holendrzy tak mają, że najpierw długo myślą, a potem szybko działają i przeważnie wychodzi im coś do rzeczy. Nas myślenie boli, wolimy tyrać bez sensu, więc dłubiemy od lat Kaponierę. A że Kaponiera jest z Bałtykiem po sąsiedzku, to, w tajemnicy przed miejskim zespołem pomnikowym, wyszedł nam z tego zestawienia pomnik triumfu rozumu (Bałtyk) nad wiarą, że jakoś to będzie (Kaponiera). Otóż nie będzie – jeśli się dobrze nie pomyśli.

© Garvest

© Garvest

Tu pomyślał także inwestor, który miał odwagę odrzucić nijaki projekt wybrany w konkursie i postawił na współpracę z Holendrami. I nawet jeśli niektórym kołacze brzydka myśl o inwestorskim ego, które stoi za silnie widoczną inwestycją, to wolę to ego niż takie, które doprowadziło do powstania we Wrocławiu maczugi Sky Tower lub pretensjonalnego żagla Libeskinda w stolicy. W ogóle Bałtyk jest tak dobry, skubaniec, że w swej kategorii ma w Polsce mikrą konkurencję, mimo że to jeszcze nieukończona surowizna. Tak już go lubię, że aż się boję, czy nie osłabi go elewacja, która ukryje różne konstrukcyjne smaczki. Ale, holender!, musi być dobrze. Fajnie, że Poznań leży u stóp Bałtyku.

Jakub Głaz, krytyk architektury

© Gazeta Wyborcza