Borremans: Nóż w oko

Z pasją poszukiwania i bez męki tworzenia pracuje i mieszka jeden z lepszych współczesnych malarzy. Historia na odreagowanie programowego przygnębienia Wielkiego Piątku.

Widoczne w filmie dom i studio stoją w Gandawie, w dzielnicy Sint-Amandsberg. Należą do Michaëla Borremansa, bardzo wziętego dzisiaj belgijskiego malarza. Ale nie wtedy, kiedy je kupił w 1994 roku w stanie ruiny i odremontował. Zostawił minimalistyczną przestrzeń z wielkimi oknami na dziedziniec. – To dla mnie dobre miejsce, bo nie muszę wychodzić na zewnątrz, żeby poczuć przestrzeń – mówi w jednym z wywiadów.
Zimna i przesiąknięta olejnymi farbami pracownia na piętrze wygląda dokładnie tak jak studio Borrenmasa wyglądać powinno – podsumowała wizytę w jego domu Katya Tylevich. Choć pracownią często jest cały dom. Bo nie wiadomo, kiedy człowieka najdzie impuls. – Sztuka powstaje z konieczności. Pracownia artysty znajduje się tutaj – Borrenmas stuka się w czoło. – Nawet będąc bezdomnym chciałbym dalej pracować. Każde ograniczenie może być błogosławieństwem.
„Patrząc na mą twarz sprzed stworzenia świata.” Tytuł jednej z jego wystaw, zaczerpnięty z wiersza Johna Keatsa, celnie oddaje twórczość Borremansa.
Jego obrazy mają belgijski klimat – piękne światło, ale są pochmurne. Malarz zastanawiał się nawet, czy swojej twórczości nie podpisywać Wytwórnia Złej Pogody.
Pracuje w garniturze z szacunku do tego co robi. – Nie można tworzyć ładnych prac w brudnym ubraniu – mówi. – Kiedy ludzie idą do kościoła, nakładają garnitury. A malarstwo to jest mój kościół!
Są napisy.