Co mówią domy?

Książka, która umie ­zarazić miłością do architektury. Nazywa ją sztuką, a jednocześnie próbuje wyjaśnić jej sens. Zgrabny i wartko prowadzony traktat filozoficzny przetykany anegdotami jak­ świąteczny makowiec bakaliami. Ale wydany jakby się wstydził głoszonych prawd.

Ta zgrabnie zbudowana lektura wyszła spod ręki „filozofa życia codziennego”, władającego piórem lekkim jak niebyt i elokwencją godną greckich mędrców. W Architekturze szczęścia Allain de Botton, jak wielu filozofów przed nim, zastanawia się co jest istotą piękna w architekturze i czy to jest mierzalne. Jak można się spodziewać, jednoznacznej odpowiedzi udzielić nie umie, ale podejmuje bardzo obrazowe próby.

„Możemy powiedzieć, że w architekturze nic nie jest brzydkie samo w sobie – coś może być co najwyżej na niewłaściwym miejscu lub po niewłaściwej stronie, ponieważ piękno jest dzieckiem harmonijnych relacji między częściami.”

Angielskie wydanie Architektury szczęścia

Angielskie wydanie Architektury szczęścia

A my, przekonuje autor, jesteśmy dziećmi architektury. Bo to kim się staniemy, zależy od otoczenia w jakim dorastamy. I nie chodzi tylko o otoczenie społeczne, ale o jak najbardziej namacalne ściany, sufity i schody. To one mają wpływ na kształtowanie naszej wrażliwości i poczucia estetyki, są źródłem inspiracji i pocieszeniem w chwilach zwątpienia. Bo architektura, powtarza de Botton za Friedrichem Schillerem, ma zadanie stać się „absolutną manifestacją (pełnego) potencjału”.

„Domy mówią”, przytacza myśl Johna Ruskina de Botton i dopowiada, że mniej o ambicjach jego właścicieli, a bardziej o modelach życia promowanych przez demiurgów-architektów.

„Powiedzenie o budynku, że jest piękny wyraża coś więcej niż samo tylko estetyczne upodobanie – sugeruje również fascynację sposobem życia, do którego zachęca on swoim dachem, klamkami, ramami okiennymi, schodami i umeblowaniem. Odczucie piękna to sygnał, że natknęliśmy się na materialną artykulację naszych wyobrażeń o dobrym życiu.”

Hiszpański przekład książki

Hiszpański przekład książki

Może to i truizmy, ale wyłożone są w książce tak interesująco, że potrafią wywołać refleksję nad sensem stawiania domów w takim a nie innym kształcie. A dzięki temu, że autor stara się odkodować język architektury, dla wielu książka może być kluczem do zrozumienia tej dziedziny sztuki.

Lekkości opowieści de Bottona nadają liczne anegdoty, którymi podpiera swoje wywody. Przytacza jak Savoyom przeciekał dach willi zaprojektowanej przez Corbussiera, jak projektant współczesnej ambasady Niemiec w Waszyngtonie wzorował się na nazistowskiej architekturze Alberta Speera, albo jakie myśli nie przystoją w McDonaldzie, za to same pchają się do głowy w pobliskiej Katedrze Westminsterskiej.

Kolejne penguinowskie wydanie bestsellera

Kolejne penguinowskie wydanie bestsellera

A jakim produktem jest sama książka w świetle zawartych w niej teorii? Bardziej przypomina sieciowy bar niż katedrę. Od czterech lat leży w księgarniach na mało eksponowanych półkach, sięgają po nią tylko ci, którzy znają autora z jego poprzednich książek (m.in. Sztuka podróżowania, Religia dla ateistów, Jak Proust może zmienić twoje życie). Dlaczego? Przede wszystkim ma mylący tytuł: The architecture of happiness / Architektura szczęścia. Poza nazwiskiem autora jest na frontowej fasadzie jeszcze dopisek: „Opowieść o tym, jak lepiej umeblować swoje życie”. To widłami przerzucona parafraza ironicznego „The secret art of furnishing your life” z angielskiego wydania Penguina. Konia z rzędem temu, kto na podstawie tytułu i tego zdania zgadłby, że to nie poradnik dla zagubionych, a esej o pięknie.

architecture-happiness-bookcover-mockup

Niezrealizowany projekt okładki autorstwa Yang Lynn Hu

W odszyfrowaniu treści książki wydanej przez Czułego Barbarzyńcę nie pomaga też posępna okładka, ze zgaszonym duotonem zdjęciem, na którym architekturę dostrzega się dopiero po którymś spojrzeniu. Zresztą nieczytelne foty to największa przypadłość wnętrza książki. Obrazowe opisy architektury de Bottona są zdecydowanie dokładniejsze niż malutkie zdjęcia wydrukowane na kiepskiej jakości żółtawym papierze. Przy modernistycznych bryłach to jeszcze uchodzi, ale marne odwzorowanie bogatych w ornamenty gotyckich detali to barbarzyństwo, i to zupełnie nieczułe.

zdjęcie 3 copy

Niewielki format, wąskie marginesy, za małe i źle wydrukowane zdjęcia

Największym atutem polskiego wydania jest świetny przekład Krzysztofa Środy. Ale tego, tak jak ciekawej treści, na okładce nie widać. O tę pozycję można się potknąć jak o modernistyczny klocek jednorodzinny, nie domyślając się ukrytego w nim piękna. Żeby zajrzeć do środka, ktoś musi nas przekonać, polecić tę książkę naszej uwadze. Co niniejszym czynimy.

14 listopada 2014

Bunkier bananów

5 listopada 2014

Sklepienie

30 października 2014

PORR zbuduje Bałtyk

23 października 2014

Miasto ze stali się wali