Ikoniczny komunalniak

Osiedle w Rotterdamie, które pojawiło się w latach 20. jak gwiazda na firmamencie czynszówek, po czterdziestce zstąpiło do piekieł, by dziś znów żywo bić po lewej stronie serca miasta.

Podczas gdy u nas modernistyczna architektura niszczeje, albo jest okładana styropianem, zachód Europy troszczy się o nią już od jakiegoś czasu. Jeszcze czterdzieści lat temu zdarzało mu się robić to nieudolnie, ale wiele się w tym względzie poprawiło. Wyedukował się, wymienia doświadczeniami, ba, nawet przyznaje sobie nagrody za rewitalizację młodych zabytków.

Jedną z takich instytucji jest World Monument Fund, prywatna organizacja dobroczynna, starająca się od pół wieku chronić zabytki na całym świecie. Zagrożone rozpadem wrzuca na listę World Monuments Watch, informuje o tym stosowne instytucje, rzuca część kasy na renowację, a o resztę ciśnie miejscowe władze. W ten sposób udało się uratować krzywą wieżę w Pizie, małą świątynię w Nepalu, Teatr Stary w Lublinie i tysiące innych zabytków.

W 2010 roku nagrodę WMF/Knoll Modernism otrzymali autorzy transformacji sanatorium Zonnestraal z 1931 roku w holenderskim Hilversum © World Monuments Fund

W 2010 roku nagrodę WMF/Knoll Modernism otrzymali autorzy transformacji sanatorium Zonnestraal z 1931 roku w holenderskim Hilversum © World Monuments Fund

Od dekady fundacja próbuje chronić też młodszą architekturę. Przy wsparciu sponsora, firmy produkującej dizajnerskie meble, WMF zaczęła przyznawać World Monuments Fund/Knoll Modernism Prize za wybitne, innowacyjne rozwiązania projektowe, chroniące modernistyczne ikony. Tydzień temu otrzymali ją autorzy rewitalizacji osiedla mieszkaniowego Justus van Effen w Rotterdamie.

Justus van Effencomplex, czyli osiedle z żółtej cegły © World Monuments Fund

Justus van Effencomplex, czyli osiedle z żółtej cegły © World Monuments Fund

Zespół budynków socjalnych z 264 mieszkaniami zbudowano w 1922 roku na zlecenie Miejskiej Agencji Mieszkaniowej. To powstała kilka lat wcześniej instytucja, która miała sobie poradzić z gwałtownym napływem robotników do rozrastającego się portu. Na sypialnię dla zatrudnionych wyznaczyła teren nieco na wschód od ścisłego centrum Rotterdamu, tuż nad przecinającą miasto Nową Mozą, w dzielnicy Spangen. W tym samym czasie i w tym samym miejscu powstało jeszcze kilka założeń podobnych rozmiarów, ale żadne nie zyskało światowej sławy, takiej jak to przy ulicy Justusa van Effena.

Piętro z galerią szeroką jak ulica © Molenaar & Co architecten

Piętro z galerią szeroką jak ulica © Molenaar & Co architecten

Narysował je, niemal 50-letni wówczas, architekt Michiel Brinkman, żywo reagujący na rozkwitający wokół modernizm. Prostokątną działkę zabudował po obrysie trzypiętrowymi blokami, tworząc studnię, którą poprzecinał wewnątrz kolejnymi budynkami, zostawiając jednak sporo miejsca na zielony dziedziniec i plac zabaw. Wejście nań prowadziły przez wycięte w budynkach bramy na cztery strony świata.

Uliczka przecinająca osiedle ze wschodu na zachód © Molenaar & Co architecten

Uliczka przecinająca osiedle ze wschodu na zachód © Molenaar & Co architecten

Z zewnątrz kompleks tworzy niemal monolityczną bryłę bez wystających elementów, od wewnątrz na wysokości drugiego piętra bloki opasują szerokie galerie, a wyżej i niżej – niewielkie balkony. Każdy moduł budynku zawierał cztery mieszkania: dwa identyczne, jednokondygnacyjne na parterze i I piętrze oraz dwa lustrzane, dwukondygnacyjny na III i IV.

Szeroka galeria i dwie windy towarowe ułatwiały pracę mleczarzom © Justus Kwartier

Szeroka galeria i dwie windy towarowe ułatwiały pracę mleczarzom © Justus Kwartier

Nie wszystkim podobał się ten projekt. Rada Miejska Rotterdamu wybrzydzała, że to zwyczajne kamienice. Co prawda przykryte płaskimi dachami, ale ze wszystkimi mankamentami tradycyjnej miejskiej zabudowy, czyli złymi warunkami życia i ciemnymi kątami, tworzącymi patogenne warunki.

Innego zdania byli robotnicy, którzy się tu osiedlili. Dla nich, gnieżdżących się dotąd w jednoizbowych ciemnych klitkach lub drewnianych barakach, jasne i przestronne mieszkania to była wręcz rewolucja. Wreszcie mieli oddzielną kuchnię, salon i (często więcej niż jedną) sypialnię oraz takie nowinki techniczne jak kuchenkę gazową, toaletę i zsyp na śmieci. Do pełni szczęścia, mieszkania na parterze przynależał mały, prywatny ogródek, a do tych na pierwszym i trzecim – balkon.

Wspólna łaźnia i pralnia pośrodku dziedzińca © Justus Kwartier

Wspólna łaźnia i pralnia pośrodku dziedzińca © Justus Kwartier

Koledzy po fachu komplementowali Brinkmana za innowacyjną koncepcję galeriowca. Za dobre proporcje, wyrazistą fasadę ułożoną z kilku rodzajów cegieł, okien, drzwi, gzymsów i balkonów.

Kilka lat później osiedle zyskało taką sławę, że było wymieniane jako jeden z najlepszych i najbardziej innowacyjnych przykładów budownictwa społecznego na świecie. A zaraz po II wojnie ogłoszono je wzorem do naśladowania. Doceniono w nim to z czego dumny był sam autor projektu – przestrzenie publiczne. Brinkman uważał, że wspólne korzystanie z galerii, łaźni, pralni, suszarni i ogródków wywoła w mieszkańcach „pewne poczucie solidarności, które mogłoby uczynić ten eksperyment sukcesem”.

Zielony dziedziniec osiedla © Justus Kwartier

Zielony dziedziniec osiedla © Justus Kwartier

W latach 70. osiedle van Effena mianowano pomnikiem miejskim, a dekadę później – narodowym zabytkiem architektury. Dopiero to ostatnie uchroniło go przed degradacją, która trawiła go od lat 50.

Był lustrem zmian zachodzących w dzielnicy. Rzemieślnicy, nauczyciele i urzędnicy zaczęli wynosić się ze zbyt małych i już nienowoczesnych czynszówek, a ich miejsce zajmowali przybysze z holenderskich kolonii – Surinamu i Antyli oraz Turcji i Maroko (dziś stanowiący 85% populacji dzielnicy). Okolica ubożała, na ulicach panowała przestępczość, a popadające w ruinę budynki nakręcały wandali do działania.

Zabytek po remoncie w latach 80. © Hebly Theunissen Architecten

Zabytek po remoncie w latach 80. © Hebly Theunissen Architecten

Rewitalizację Spangen miasto rozpoczęło na początku lat 80. Osiedle z żółtej cegły poszło na pierwszy ogień. Choć pieczę nad zabytkiem dzierżyła państwowa instytucja mająca stać na straży dziedzictwa narodowego, właścicielowi, miejskiemu przedsiębiorstwu mieszkaniowemu, udało się przeforsować wszystkie barbarzyńskie pomysły na odnowienie budynków. 264 małe mieszkania połączyło w 164 większe. Wymieniło okna na aluminiowe. Zamiast renowacji, barierki galerii kazało odlać na nowo, tyle że betonowe dotąd donice na kwiaty zamieniły się w plastikowe. Ale najgorsze, że elewację, której nie dało się doczyścić, pomalowali na biało i szaro, a wnęki bram na różowo.

Odnowienie nie wystarczyło na długo © Hebly Theunissen Architecten

Odnowienie nie wystarczyło na długo © Hebly Theunissen Architecten

Po renowacji budynki wyglądały czysto, ale dalekie były od wizji Brinkmana. Zresztą chyba także od wizji mieszkańców, bo na powrót pstrzyli ściany napisami i demontowali aluminiowe okna. Wkrótce po odnowieniu, pomnik dziedzictwa narodowego mogli podziwiać tylko ci fani architektury, którzy nie bali się zapuścić w strefę „no-go”.

Ostateczna rewitalizacja osiedla © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Ostateczna rewitalizacja osiedla © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Dekadę po remoncie władze biły się w piersi, że przeprowadziły go bez pomysłu i szacunku dla historycznej tkanki. Podpierając się badaniami i analizami, urzędnicy wymyślili, że jedynym ratunkiem dla zabytku będzie urządzenie tam nowoczesnych mieszkań, po uprzedniej wiernej renowacji obiektu. Nowym sloganem osiedla stało się „100% moNUment” („nu” to holenderskie „teraz”), co oznaczało, że oryginalne wartości dziedzictwa mają teraz współgrać z najnowocześniejszymi udogodnieniami i współczesnym podejściem do zrównoważonego rozwoju.

Wróciły zielone drzwi, drewniane okna i betonowe kwietniki © Justus Kwartier

Wróciły zielone drzwi, drewniane okna i betonowe kwietniki © Justus Kwartier

Duma osiedla – galeria-taras © Justus Kwartier

Duma osiedla – galeria-taras © Justus Kwartier

Molenaar & Co architecten, biuro z Delft specjalizujące się w konserwacji, wraz z Hebly Theunissen, fachowcami od modernizacji mieszkań socjalnych, zabrali się do przywracania budynków do ich pierwotnego wyglądu. Doczyścili ceglane elewacje, zrekonstruowali okna i betonowe donice. Dziedziniec obsadzili drzewami i trawą.

Odpowiedzialnym za architekturę krajobrazu był Michael van Gessel © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Odpowiedzialnym za architekturę krajobrazu był Michael van Gessel © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Ubytki elewacji uzupełniono cegłą specjalnie wyprodukowaną w tym celu © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Ubytki elewacji uzupełniono cegłą specjalnie wyprodukowaną w tym celu © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Nie mniej ważna od samej renowacji była kampania, która miała zmienić negatywny wizerunek osiedla i pomóc mu odzyskać dawną tożsamość unikalnego kompleksu mieszkaniowego. Nowi właściciele i najemcy stali się ambasadorami odnowionej ikony miasta, głosząc jej chwałę i komplementując urodę.

„Współczesny komfort z atmosferą lat 20.” © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

„Współczesny komfort z atmosferą lat 20.” © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Dawna łaźnia przerobiona na hol recepcyjny © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Dawna łaźnia przerobiona na hol recepcyjny © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Za ten „współczesny komfort z atmosferą lat 20.” miasto liczy sobie sporo jak na czynszówkę. Ceny za wynajem to od 600 euro za dwupokojowe do 800 euro za duże mieszkanie, czyli nieco poniżej komercyjnej średniej rotterdamskiej. Jak na plan biznesowy miejskiego ratusza – nieźle, jak na kieszenie mieszkańców chyba też, bo osiedle jest zamieszkane.

Parkingi dla rowerów zamiast wymyślonych przez Brinkmana ogródków © Justus Kwartier

Parkingi dla rowerów zamiast wymyślonych przez Brinkmana ogródków © Justus Kwartier

Dziedziniec, tak jak pierwotnie, jest dostępny nie tylko dla mieszkańców © Justus Kwartier

Dziedziniec, tak jak pierwotnie, jest dostępny nie tylko dla mieszkańców © Justus Kwartier

Bez sukcesu komercyjnego pewnie nie byłoby nagrody World Monuments Fund. Architekci dostali ją za jakość wykonanych prac konserwatorskich i umiejętność przywrócenia zabytku do życia w ramach nowoczesnych standardów. Właściciela osiedla jury pochwaliło lapidarnie za świadomość czym dysponuje i za pomysł na utrzymanie tego dziedzictwa. Bo sama renowacja, nawet wierna, nie jest w stanie zagwarantować, że pomnik odnajdzie się we współczesnej rzeczywistości. A przecież tego należałoby oczekiwać od osiedla, które prawie sto lat temu wskazywano jako wzór do naśladowania.

Odnowiona fasada kompleksu © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

Odnowiona fasada kompleksu © Molenaar & Co architecten / Bas Kooij

W tekście wykorzystano informacje z artykułu „Expired experiment – modern monument” Charlotte van Emstede z Delft University of Technology.