Jadalnia jest restauracją!

– Z dobrym, elegancko podanym jedzeniem i w cenach łatwych do przełknięcia – przekonuje Hanna Włodarczyk, menadżerka Jadalni, knajpy w Pixelu.

Jest duża, widać to od wejścia, i jasna, bardzo jasna dzięki szklanej fasadzie. Najpierw rzuca się w oczy długi stół. Jeśli przyjdziesz tu około 13, zanim skończysz jeść zapełni się kilka razy. Tak jak kilkanaście stolików z białymi i prostymi jak one krzesłami pod oknami. I długa kanapa z poduszkami przy ścianie. A pod powieszonymi gęsto, różnej wielkości kolorowymi abażurami – babcine fotele skupione wokół kawowych nerek z planami architektonicznymi na blatach. Przy końcu długiego marmurowego blatu, który otacza kuchnię, kilka wysokich stolików barowych z hokerami w wersji junior.
Wszędzie na stołach wysokie karafki z ciekiego szkła z wodą, cytryną i miętą, i ładne – więc pewnie drogie – talerze i sztućce.

© Magda Wolna

Zupę odbierasz sam, przy ladzie, drugie przynosi ci uśmiechnięty, miły młody człowiek, mimo że obsługę kelnerską obiecują dopiero od kolacji.
Smak to rzecz smaku, trudno o tym rozmawiać. Zwłaszcza z kucharzem, Japończykiem, który jest tu szefem. Bo o co go zapytać, czy rozpoczynając karierę w Tokio, a potem zdobywając doświadczenie w Paryżu, marzył o tym, że będzie gotował w restauracji w biurowcu polskiego portalu aukcyjnego? Może innym razem, sprawdźmy najpierw jak gotuje.

[gnocchi z jarmużem i grzankami za 15 zł] © Magda Wolna

Jeśli będziesz mieć szczęście trafisz na niezły krem z ziemniaków (7 zł) i genialne rissoto z buraków (14 zł). Ale może wolisz pikantną sałatkę z ogórków z trawą cytrynową (6 zł), tartę z kozim serem, porem i cukinią (7 zł), quiche z kurczakiem, boczkiem i cebulą (8 zł). A na drugie tagliolini aglio olio z pastą krewetkową i cukinią (16 zł), polędwiczka wieprzowa z jarmużowym coulis (18 zł), albo gnocchi w sosie dyniowym i kremie parmezanowym (15 zł). Na deser tiramisu (4 zł), panna cotta (4 zł), albo placek drożdżowy z gruszkami (4 zł).
Nie możesz się nie zdziwić, kiedy porównasz wysokość rachunku z poziomem satysfakcji. Może zdarzało ci się jeść tak dobrze, ale nigdy za pół, ba, za cenę jak z baru mlecznego.

© Magda Wolna

Trudno nie zadać pytania, jak to możliwe? Tylko komu? Gdy nagle w twoją stronę zmierza, płynie raczej, ładna blodnynka, jak z francuskiego żurnala wycięta, kołysząc się na wysokich obcasach, krokiem, po którym poznasz, że jest tu najważniejsza. Hanna Włodarczyk, menadżerka Jadalni odpowie spokojnym, niskim głosem, ale dobitnie:

Jadalnia nie jest stołówką pracowniczą! Jesteśmy restauracją. Z dobrym, elegancko podanym jedzeniem, i w cenach łatwych do przełknięcia. A, że mieścimy się w Pixelu, to na nasze szczęście, i mam nadzieję, że również na szczęście pracowników Grupy Allegro, przygotowujemy dla nich śniadania i lancze.

© Magda Wolna

Nieliczni twierdzą, że smaczne.
Mówią ci, którzy próbowali. Po niecałym miesiącu funkcjonowania przekonało się do nas na stałe ponad 25% pracujących tu osób. To mało?
A mamy też gości spoza biurowca. Czasem przyjeżdżają z odległych dzielnic, żeby nas sprawdzić, zweryfikować, to co się pisze o Jadalni w sieci. I miło nam, kiedy wracają.

To ile się czeka na stolik w godzinach szczytu?
Nie było jeszcze takiej sytuacji. Jadalnia jest duża, mamy 130 miejsc.
Ale spodziewamy się, że kiedyś może nastąpić taka chwila. Dlatego vis-á-vis wejścia chcemy ustawić huśtawki, żeby czekało się milej.

© Magda Wolna

Skoro szef kuchni jest Japończykiem, to kuchnia musi być…
…europejska. Zasadą Jadalni jest gotowanie z produktów lokalnych. Wyjątkiem od niej jest kuchnia azjatycka, którą Daisuke Mori robi nam głęboki ukłon, za który my kłaniamy mu się równie nisko. Jego orientalna zupa marchewkowa znika z menu w pół godziny. Ale pomidorowa i żurek, muszę przyznać, ma nie mniejsze branie.

A sushi?
Sushi nie robi. Twierdzi, że nie umie. Gdyby zrobił źle, byłby to, jak mówi, dyshonor dla niego.

© Magda Wolna

Na Facebooku można prześledzić, że menu zmieniacie codziennie, ale niektóre dania się powtarzają.
Bo są sezonowe. Staramy się kupować żywność produkowaną w regionie. W menu nie znajdziesz teraz truskawek, ani szparagów, bo nasi lokalni dostawcy ich po prostu nie oferują. A niczego nie robimy z mrożonek, ani z puszek.

Dania wegetariańskie są w menu podkreślone na zielono.
W każdym menu na 7-10 potraw jest ich połowa, albo prawie połowa. Są dania wegetariańskie i wegańskie, a na zamówienie – bezglutenowe.
Zima to ciężki okres dla jaroszy, ale w sezonie im to wynagrodzimy.

© Magda Wolna

Kuchnia wygląda kosmicznie.
Nie ma bardziej nowoczesnej w Poznaniu, a może i w Polsce. Żadnych okapów, pochłaniaczy, cały sufit jest wentylacyjny. Osobne pomieszczenia do dezynfekcji jaj, obierania i mycia warzyw, własna piekarnia. Jest wszystko, co być powinno w najlepszej restauracji. Kuchnia zajmuje 350 metrów kwadratowych, dokładnie połowę powierzchni Jadalni.

Ile osób tu pracuje, 50?
18 i świetnie dają sobie radę. To ciekawy zespół, bo są w nim doświadczeni ludzie, jak szef kuchni, ale są też świeżynki.
Docieramy się szybko, spędzamy ze sobą sporo czasu. Przygotowujemy i podajemy śniadania i obiady, a od wczoraj także kolacje.
Kiedy skończymy wydawać lancze, cała ekipa siada do wspólnego posiłku. Bardzo to lubię. Uważam że to ważne, żeby po całym dniu stresującej pracy usiąść razem. Panuje wtedy niemal rodzinna atmosfera.

© Magda Wolna

Skąd pomysł na taką formułę knajpy? Wykwintny lokal zamiast tradycyjnej stołówki?
Jadalnia mieści się w Pixelu w całości wynajmowanym przez Allegro, ale takie biurowce wkrótce będą jeszcze cztery. To jakieś pięć tysięcy potencjalnych klientów, kadry menadżerskiej, pracowników biurowych, którzy nie będą chcieli dojeżdżać pół godziny do centrum na lancz, kiedy pod nosem mają świetną restaurację. Poza tym fama rozchodzi się na tyle szybko, że coraz więcej osób chce się pofatygować na Grunwald, żeby dobrze zjeść.
A odpowiadając na pytanie o inspiracje, bardzo lubimy jeść w estetycznych miejscach i takie postanowiłyśmy tu zrobić. Nie stołówkę z podgrzewanym jedzeniem, tylko coś naprawdę wykwintnego, a przy tym na luzie.
Miałyśmy dużo własnych pomysłów i parę wzorców z całego świata m.in. polskie bary mleczne i kilka restauracji w Paryżu.

© Magda Wolna

A wystrój?
To idealna zbieranina. Mamy trochę rzeczy kupionych na allegro, trochę nowych, trochę ze szwedzkiego sklepu meblowego, trochę z innych. Stoły w części kawowej i krzesła do nich, które nie są typowymi hokerami, są niższe, tak żeby wchodziło się na nie bez obaw, robiliśmy na zamówienie.

Ten stół ma ze sześć metrów.
Ponad. Też kupiony na allegro, musieliśmy tylko wymienić blat. Oryginalny był wąski i w fatalnym stanie.
Ustawiając go miałam obawy, czy my, poznaniacy, jesteśmy gotowi na jedzenie przy wspólnym stole. Ale niepotrzebnie, spisuje wyśmienicie.

[– Słonie nad pisuarami chyba sprawiają gościom radochę, bo regularnie są przekręcane i łączone trąbami.] © Magda Wolna

Powtórzę pytanie, które chyba nie padło: jak to możliwe? Najnowocześniejsza kuchnia, kucharz z Japonii, bogaty wystrój, a ceny jak w barze. Jak to ma się bilansować?
Pokaż mi dużą inwestycję, która zwraca się w miesiąc. Działamy dopiero od połowy stycznia. Zaczęliśmy stopniowo, najpierw od lanczy, potem wprowadziliśmy śniadania, a od wczoraj można u nas zjeść kolację. A to jeszcze nie koniec.

Kolację w tym wnętrzu?
Kieliszki do wina na stołach i nastrojowe oświetlenie potrafią odmienić każde wnętrze. Wieczorem jest też zupełnie inne menu, bardziej rozbudowane, naprawdę wyjątkowe.

© Magda Wolna

Przecież wszystko jest tu wyjątkowe.
A żebyś wiedział. Jesteśmy jedyną restauracją w Poznaniu, która piecze własne pieczywo. Od piątej rano Kacper, szef piekarni, sam zagniata bułki, żeby na śniadanie były ciepłe. A potem ciasto francuskie, drożdżowe. Cantuccini, ciasteczko, które dostałeś do kawy też upiekł on. Wszystkie wypieki są robione na miejscu.
Jesteśmy jedynym miejscem w Poznaniu, gdzie piecze się bez polepszaczy i nie z mrożonego ciasta. Chyba czuć różnicę, bo coraz więcej osób kupuje je do domu: croissanty, bułki, focaccia. Tylko trzeba wcześniej zamówić.
A, makaron też robimy na miejscu.

© Magda Wolna

Coś jeszcze?
Wszystko. Nawet soki. I to nie tylko z cytrusów. Można zamówić sok gruszkowy, jabłkowy, buraczany, z pietruszki. Wieczorami też będziemy się starać, ale nie każdy drink można zrobić ze świeżym sokiem.

Podajecie alkohol?
Oczywiście. Jesteśmy w trakcie tworzenia karty alkoholi, a pierwszą kartę win już mamy. Są w niej wina włoskie, hiszpańskie i francuskie, a czekamy na kolejne dostawy. Mamy wina z górnej półki i takie na studencką kieszeń. Podajemy je nie tylko w Winiarce…

© Magda Wolna

W czym?
Winiarka to małe, kameralne pomieszczenie, które możesz zarezerwować na spotkanie biznesowe, ale i na romantyczną kolację. W jednym i w drugim przypadku masz pewność, że nikt nie zakłóci ci spokoju.
Jest w niej okienko, taki duży judasz, przez który możesz podejrzeć pracę kuchni. A jeśli zamówisz jakieś specjalne danie, sam szef może podać ci je przez to okno i życzyć smacznego.
Winiarka rusza jutro, w Walentynki. Ogłosiliśmy konkurs na Facebooku. Wygrał pan, który przychodzi z narzeczoną. Mam nadzieję, że będzie im się podobać.

Co jeszcze?
Jak tylko zima odpuści, ruszamy z ogródkiem. Część elewacji od strony Babimojskiej otwiera się w całości. Z małymi stolikami wyjdziemy przed Jadalnię, a większe ukryjemy pomiędzy grabami, żeby było intymnie. Zamontowana jest już markiza, a pod nią prominniki podczerwieni, dzięki którym nawet wczesną wiosną i późną jesienią wieczory będą ciepłe.
Chcemy też przed budynkiem zaaranżować mały targ i zaprosić naszych dostawców, lokalnych producentów żywności, żeby mogli sprzedawać swoje produkty.

© Magda Wolna

Jak tu dojechać? Gdzie zaparkować?
Najzdrowiej rowerem i przypiąć go do stojaka przed budynkiem. Można tramwajem, który zatrzymuje się przed samym Pixelem. Ale można też autem. Za kilka dni udostępniamy parking dla gości. Można będzie wjechać na poziom –1, przy bramce odebrać bilet parkingowy, a potem okazać go w Jadalni i otrzymać rabat na parkowanie.

O której godzinie, na jaki posiłek?
Śniadania – 8:00-10:00, ale zmienimy to wkrótce, będzie do 10:30, lancze od 12:00 do 15:30. Na kolacje zapraszamy od 17:30. W przerwach pomiędzy porami posiłków można wpaść na kanapkę, albo zupę, napić się kawy i zjeść deser. Potrzebujemy tych przerw, bo posiłki są przygotowywane na bieżąco, dzięki czemu są świeże. Od poniedziałku do środy kończymy o 22:00, od czwartku do soboty o 24:00. A w sobotę otwieramy o 10:00. Zapraszamy.