Królewska konstelacja

Tam skąd ona patrzyła na jego postać na wysokim postumencie postawiono jej pomnik. Życie bohaterskiej pary królewskiej zatrzymane na jednym z placów Brukseli.

Wokół postumentów jest pusto, posągi można dokładnie obejrzeć o dowolnej porze. Wszyscy turyści tłoczą się wtedy na bombonierkowej starówce, przepychając łokciami, żeby pogłaskać Manneken Pisa po czymkolwiek i trzasnąć sobie z nim selfie. Tu jest sporo otwartej przestrzeni, jest czym oddychać. Obok królowej ustawiono co prawda toi-toie, z których śmierdzi okrutnie, ale dopiero po otwarciu plastikowych drzwi.

© Eddy Van 3000 / Jamain via Wikimedia Commons

© Eddy Van 3000 / Jamain via Wikimedia Commons

Małżonkowie stoją naprzeciw siebie po dwóch stronach Bulwaru Cesarskiego. On, król Albert I Koburg, u podnóża kaskadowych schodów Wzgórza Sztuk, ona, Elżbieta Bawarska Wittelsbach, trzydzieści metrów przed nim, na placyku jego imienia. On w siodle, na koniu wyniesionym na wysoki piedestał ucieka wzrokiem gdzieś na zachód, jakby zamyślony nad losem ojczyzny. Wraca z wojny, trzyma hełm w dłoni. To jego triumfalny powrót do Brukseli 22 listopada 1918 roku, tak jak go zapamiętał Alfred Courtens, belgijski rzeźbiarz z artystycznej rodziny, wielce wprawny w odwzorowywaniu koronowanych głów.

Tylko, że pośród wiwatujących tłumów, ona jechała obok niego. Na karym koniu w damskim siodle, w gustownym żakiecie, podkreślającym jej zgrabną figurę i lejącej się spódnicy zakrywającej buty. Takiej samej jak ta, w której patrzy na niego dziś.

© larry_antwerp

© larry_antwerp

Tylko dlaczego on jest zatroskany? Czy tak wygląda twarz zwycięzcy? Przecież wygrał ostatnią ofensywę. I to nie spokojnie na tyłach, przy garkuchni, tylko na czele armii.

Bardzo jej nie chciał, zanim się rozpętała jeździł od cesarza Wilhelma II do prezydenta Republiki Francuskiej Raymonda Poincaré, by zapewnić o neutralności Belgii. Niestety najechał go impulsywny psychopata skrzywdzony przez matkę, która miała takie samo nazwisko jak on – Koburg. Kajzer Wiluś, bo o nim mowa, w środku pięknego lata 1914 roku podbił niemal całą Belgię, z wyjątkiem skrawka nad morzem, niedaleko słynnej z następnej wojny Dunkierki. Albert dawał odpór wrogowi w mniejszych potyczkach, unikał wielkich bitew, które nazywał niepotrzebnymi rzeziami. Do tych wielkich pod Verdun i Sommą nie wystawił belgijskiego mięsa. Złe o to były państwa ententy, ale rodacy bili mu brawo. Ten żal na jego twarzy na pomniku jest pewnie o żołnierzy, których śmierci nie zdołał zapobiec.

Przedwojenne portrety pary królewskiej

Przedwojenne portrety pary królewskiej

W czasie, kiedy on z szeregowcami gryzł piach w okopach, albo z samolotu lustrował linię frontu, ona była tuż obok. Podobno nie mogła oderwać od niego oczu. Jak wtedy, gdy poznali się w Paryżu na pogrzebie jej ciotki kilkanaście lat wcześniej i jak pół roku potem, kiedy brali ślub, i jak kilka lat przed wojną, gdy był koronowany na króla.

Pielęgniarka i dowódca armii, tak zapamiętali ich poddani

Pielęgniarka i dowódca armii, tak zapamiętali ich poddani

Kiedy odrywała uwielbiony wzrok od niego, oglądała rany żołnierzy. Na pocztówkach propagandowych przedstawiana jako pielęgniarką, co było małym nadużyciem (ale skutecznym, bo do dziś bywa nazywana „królową-siostrą”). Bo co prawda ufundowała szpital polowy i regularnie odwiedzała w nim rannych, ale opatrunków raczej nie zmieniała, choć znała się na medycynie. Za to miała podobno tak empatyczną osobowość, że uścisk jej dłoni i słowo otuchy umiały czynić cuda. Przejmowała się losem swoich rodaków, próbowała ich ratować (jak w następnej wojnie Żydów, za co Izrael obwołał ją Sprawiedliwą wśród Narodów Świata). Była przy tym skromna jak Wisława Szymborska, którą na tym postumencie przypomina.

© brusselspictures.com

© brusselspictures.com

On patyną wtopiony w zieleń Ogrodu Wzgórza Sztuk, ona dyskretnie wszarzona w blakłe piaskowce kamienic za nią. Wyglądają jakby te miejsca były dla nich stworzone.

Skąd ten bukiet na jej ramieniu, które równie dostojnym co skromnym gestem przytrzymuje połę paltotu? Dla niego? Pewnie tak. Miała 58 lat, kiedy pasja Alberta zaprowadziła go na tamten świat. Odpadł od ściany w belgijskich Ardenach z kawałkiem skały o nazwie… Wielki Dobry Bóg. Jej żal musiał być większy niż pogrzeb, na który zjechało się pół koronowanej Europy i tłumy poddanych płaczących za uwielbianym królem.

Patrzy teraz na niego z miłością i dumą, jak patrzyła przez całe życie, a potem przez czternaście lat na ten pomnik. Może wolała składać kwiaty tu niż na królewskiej krypcie w pałacu w Laeken.

Wzgórze Sztuk przed ingerencją Leopolda II

Wzgórze Sztuk przed ingerencją Leopolda II

Kiedy w 1951 roku stanął tu posąg króla, wznoszące się za nim Wzgórze Sztuk (Mont des Arts/Kunstberg) wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Wymyślił je sobie pod koniec XIX wieku poprzednik Alberta na tronie Belgii Leopold II. Skrajnie odmienny charakter, bajecznie bogaty, prywatny właściciel Konga, z którego ciągnął kauczuk i kość słoniową, a zostawiał trupy tubylców. Po tym jak spalił się stojący na wzgórzu pałac, krezus wykupił cały, gęsto zabudowany obszar i zrównał go z ziemią. Na zbudowanie zaplanowanego kulturalnego centrum Brukseli zabrakło mu jednak kasy. Wystarczyło tylko na zasadzenie ogrodu z paroma fontannami, żeby zagospodarować jakoś tę wyrwę w sercu miasta przed wystawą światową w 1910 roku.

Wzgórze w 1939 roku

Wzgórze w 1939 roku

Teren zaczął zmieniać się wraz z postawieniem tu królewskiego monumentu. Od Placu Królewskiego znajdującego się na szczycie, zbocze wzniesienia zaczęło porastać dostojnymi budowlami po dwóch stronach centralnie umieszczonego ogrodu, Biblioteką Królewską i Pałacem Kongresowym. Dziś mieszczą się tu dziesiątki galerii (w tym Napiórkowskiej) i muzea (od historii naturalnej, po sztuki współczesnej). Czy to nie dlatego unoszą się w delikatnym uśmiechu kąciki ust królowej Elżbiety patrzącej na to wzgórze? Rzeźbiarz René Cliquet, któremu kilka lat po śmierci królowej zlecono wzniesienie jej statui, musiał wiedzieć, że była miłośniczką sztuk pięknych. To dlatego wyrył na jej twarzy dumę i zwrócił ją w stronę tak okazałych przybytków kultury wznoszących się za plecami posągu jej męża.

© topwalls.net

© topwalls.net

Oszczędność formy i proste przesłanie wyróżnia to miejsce na tle cukierkowej, kapiącej złotem i ornamentami starej Brukseli. Warto tu przyjść, żeby odpocząć od tłumu turystów i unijnych urzędników spieszących sąsiednimi ulicami. I dla wspaniałej panoramy miasta rozpościerającej się ze szczytu wzgórza. I żeby przekonać się, że nie można było o dalej niż spojrzenie ustawić pomników dwojga ludzi, którzy przez całe życie byli ze sobą tak blisko. I docenić, że nie dało się uczynić ich póz bardziej wymownymi.

Zdjęcie na górze strony © Guywets via Wikimedia Commons
17 grudnia 2014

Pixel very good

28 listopada 2014

Co mówią domy?

14 listopada 2014

Bunkier bananów