Na błocie tama – miastem 2015

Europejską aglomeracją nadchodzącego roku będzie Rotterdam – ogłosiła londyńska Akademia Urbanistyki. Bo jest doskonale zarządzana – uzasadniają jurorzy. Z powodu mgły, ropy, margaryny, a wcześniej błota – dopowiada historia.

Dlaczego jest tak dobrze urządzonym miastem? Odpowiadając najkrócej, dzięki pieniądzom z największego na naszym kontynencie portu. Jurorzy Urbanism Award wymieniają jeszcze silną władzę, jasne zasady i wyjątkową architekturę.

Ta władza to teraz burmistrz Ahmed Aboutaleb, muzułmanin z marokańskim i holenderskim paszportem. Jest twardy i zdecydowany, bo ma duże uprawnienia i niezależność. I nie musi podlizywać się mieszkańcom, bo nie jest wyłaniany w wyborach bezpośrednich, tylko wybieranym przez rząd w konkursie. Dostaje jasne zadania, które ma w ciągu sześciu lat zrealizować.

Najbardziej mętna w całym Rotterdamie jest woda w kanałach, wszystko inne musi tu być przejrzyste i klarowne. Od przepisów, po zakres kompetencji miejskich służb i granice styku z biznesem.

Wygodnie żyje się w dobrze wymyślonym mieście – podsumowuje Akademia Urbanistyki. Z komunikacją, która nie przysparza co dzień problemów, z właściwymi proporcjami dzielnic i ludzką skalą ulicy, z tętniącą życiem przestrzenią publiczną, coraz częściej ostatnio zatłoczoną ciekawskimi, przyjeżdżającymi sprawdzić jak wygląda ta europejska stolica architektury.

Fragment portu z widokiem na śródmieście © coid.nl

Fragment portu z widokiem na śródmieście © coid.nl

Bezpośrednią przyczyną zdobycia tego tytułu jest mgła, jaka wisiała nad miastem we wtorek 14 maja 1940 roku. A także ropa i margaryna, których sporo zalegało akurat w portowych magazynach.

Dowódca niemieckiego korpusu pancernego próbującego wedrzeć się dzień wcześniej do miasta postawił mieszkańcom ultimatum: poddacie się, albo czekajcie nalotu, jakiego świat nie widział. Ci namyślali się tak długo, że kiedy postanowili się poddać, sto bombowców było już w powietrzu. Załogi tylko czterdziestu trzech maszyn dostrzegły czerwone flary nad miastem, które miały odwołać atak. Dla reszty race wyglądały we mgle jak pożoga, która po chwili faktycznie ogarnęła miasto. A dzięki paliwu i tłuszczom zmagazynowanym w porcie, pożary rozlały się po centrum trawiąc wszystko z wyjątkiem paru zabytków.

Ścisłe centrum miasta po nalocie z 1940 roku

Ścisłe centrum miasta po nalocie z 1940 roku

Rotterdam dobrze się ustawił zajmując miejsce pomiędzy wpadającymi do Morza Północnego Renem i Mozą. Połączone nurty z powodu błota nazwano Rotte i w trzynastym wieku zbudowano na nich tamę (dam). Przybijające do niej kutry pełne śledzi potrzebowały rąk do rozładunku. Ręce, przeważnie chłopskie, dostawały za pracę mało, resztę zgarniały dłonie pracodawców. Kiedy pod koniec dziewiętnastego wieku ręce wydrążyły szeroki kanał z centrum miasta do morza – przedsiębiorcom zaczęło wieść się jeszcze lepiej.

Żeby pomieścić drugie tyle mieszkańców, których zwabiły płynące z portu kokosy, miasto rozlało się na oba brzegi. Pierwsze jaskółki modernizmu zastały je w świetnej kondycji. Miejscowi przedsiębiorcy zdążyli już uzbierać spore sumy, zaś architekci – doświadczenie. A zaraz po wojnie – pojawiło się także mnóstwo wolnych działek w centrum.

Mondrianowska elewacja Cafe De Unie Jacoba Ouda z 1925 roku odbudowana w innym miejscu © Wikimedia Commons

Mondrianowska elewacja Cafe De Unie Jacoba Ouda z 1925 roku odbudowana w innym miejscu © Wikimedia Commons

To tu powstał awangardowy ruch De Stijl (Styl), tu urodził się i tworzył J. J. P. Oud, jeden z jego liderów. Tu Leendert van der Vlugt postawił pod koniec lat dwudziestych żelbetową fabrykę, która nie miała fasady, nie licząc szklanej elewacji pokrytej stalowymi żaluzjami. Ten nowatorski obiekt to pierwszy przykład funkcjonalizmu głoszonego przez grupę De Opbouw (Konstrukcja), czyli miejscowej młodzieży, ostro krytykującej poglądy starszych kolegów z De Stijl. Obie grupy były zgodne, że zadaniem architekta jest poprawić sytuację mieszkaniową robotników, spierały się tylko jaki nadać jej kształt. Z tych tarć powstawała nowa architektura przemysłowa, właściwa dla robotniczego miasta, coraz bardziej odstającego od konserwatywnie-ceglanego Amsterdamu.

Fabryka wyrobów tytoniowych, kawy i herbaty Van Nelle © Pedro Kok

Fabryka wyrobów tytoniowych, kawy i herbaty Van Nelle © Pedro Kok

Lata przedwojenne to narodziny nowego Rotterdamu. Gospodarcza i polityczna koniunktura oraz świadomi zleceniodawcy umożliwili architektom poszukiwanie sposobów na wykucia w żelbetowych konstrukcjach swojej lewicowej wrażliwości społecznej.

Dzisiejszy Rotterdam wyjątkowo hołubi te pamiątki, odbudowuje całe kwartały przedwojennych osiedli robotniczych i chucha na zachowane wille i fabryki. Bo to one stworzyły jego tożsamość. W czasie kiedy powstawały, zaczęło się tu dobrze żyć wszystkim, nie tylko bogatym.

Biały Dom z 1898 roku był przez długi czas najwyższym budynkiem w Europie; po lewej Red Apple studia KCAP © architectuurinrotterdam.nl 

Biały Dom z 1898 roku był przez długi czas najwyższym budynkiem w Europie; po lewej Red Apple studia KCAP © architectuurinrotterdam.nl

Gdyby nie zniszczenia wojenne, wczesny modernizm zdobiłby miasto rzadkimi nasadzeniami w gęstym dziewiętnastowiecznym lesie. Przez mgłę, ropę i margarynę stało się inaczej.

Po wyzwoleniu zwyciężył pogląd, by nie odbudowywać miasta tylko postawić je od nowa. I w żaden sposób nie ograniczać architektów.

W pierwszej kolejności port, potem reszta przemysłu i urzędy, dalej mieszkaniówka – pracy było tyle, że zniknęła konkurencja pomiędzy architektami, która przynosiła tak dobre efekty przed wojną, nie zniknęła w nich za to chęć do eksperymentowania. Powstały rzeczy wielkie i sporo takich, których nie żal dziś rozebrać.

Ponaddwustumetrowy Groot Handelsgebouw z 1953 roku autorstwa Huiga Aarta Maaskanta i Willema van Tijena © Villanova Architecten

Ponaddwustumetrowy Groot Handelsgebouw z 1953 roku autorstwa Huiga Aarta Maaskanta i Willema van Tijena © Villanova Architecten

Architektura zaczęła wracać do wysokiego przedwojennego poziomu, w miarę zabudowywania ostatnich luk w pierzejach, czyli wraz z powrotem konkurencji. Teraz, żeby postawić coś w centrum, trzeba burzyć. I burzy się, bo od kilkunastu lat znów trwa tu boom budowlany.

Para się tym około trzystu biur projektowych działających w Rotterdamie (to chyba najgęściej pokryte architektami miasto na świecie). Swoje siedziby mają tu słynne OMA i Mecanoo, spod skrzydeł których wyszło wielu wybitnych architektów, m.in. założyciele MVRDV i KCAP. Wszyscy oni zbudowali tu przynajmniej po jednym znaczącym obiekcie. Ale wiele jest tu także budynków zaprojektowanych przez sławy spoza Holandii, m.in. Helmuta Jahna, Renzo Piano, Alvaro Sizę, Foster + Partners.

„Montevideo” studia Mecanoo, „World Port Centre” sir Fostera i „New Orleans” Sizy to rotterdamski Manhattan na południowym brzegu Nowej Mozy © Ronald Tilleman

„Montevideo” studia Mecanoo, „World Port Centre” sir Fostera i „New Orleans” Sizy to rotterdamski Manhattan na południowym brzegu Nowej Mozy © Ronald Tilleman

Nie przez mgłę, ropę i margarynę to miasto wygląda tak jak wygląda, a oczywiście dzięki portowi. Został zniszczony, bo był ważnym strategicznym celem na mapach wojny, bo kryżowały się tu drogi i interesy. W pierwszej kolejności odbudowany jako główny żywiciel rodziny. Dziś jest jeszcze ważniejszy, przerzuca dziennie grubo ponad milion ton towarów, z czego prawie połowa jest przetwarzana na miejscu. To mnóstwo etatów, a jeszcze więcej potrzeba by obsłużyć te biznesy. Można powiedzieć, że większość z sześciuset tysięcy mieszkańców pracuje bezpośrednio lub pośrednio dla portu, że miasto jest jego wielkim zapleczem, parkiem biurowym, reprezentacyjną wizytówką nieciekawych nabrzeży z dokami i suwnicami.

Biurowiec narodowego telekomu KPN zaprojektowany przez Renzo Piano, podparty zastrzałem nawiązującym do ikony miasta – Mostu Erasmusa © Michel Denancé

Biurowiec narodowego telekomu KPN zaprojektowany przez Renzo Piano, podparty zastrzałem nawiązującym do ikony miasta – Mostu Erasmusa © Michel Denancé

W podziwianiu tych cudów przydrożnych nie przeszkadza turystom nawet portowa pogoda. Ta cienka mżawka, wodna mgiełka prawie, charakterystyczna dla nadmorskich klimatów, siąpiąc od świtu do nocy nie umie zmoczyć jadących na rowerze do i z pracy. Ale jeśli wystawić się na tę kapaninę przez cały dzień, wieczorem trzeba się osuszyć w którymś z pubów. Tak oto wszystko jest tu idealnie wymyślone.

PS

Poza tytułem dla Rotterdamu, Akademia Urbanistyki rozdała nagrody jeszcze w kilku kategoriach. reszta rozeszła się w Zjednoczonym Królestwie. Najlepszym miastem ogłoszono w tym roku sielski ośrodek turystyczny i akademicki położony pośród gór północnej Walii. W kategorii najlepszy rejon ulic doceniono poprzemysłowy kwartał Leeds przebudowany na przyjemne miejsce do życia.

Londyński dworzec St Pancras © Karen Davies

Londyński dworzec St Pancras © Karen Davies

Najznakomitszymi ulicami ogłoszono Mostową i Północną w angielskim Taunton, na których uspokojono ruch, poszerzając chodniki kosztem ulic, by mogły się na nie wylać okoliczne puby i kawiarnie. Obiektem, który zrobił na jurorach w tym roku największe wrażeni była wiktoriańska stacja kolejowa St Pancras w północnym Londynie.

Zabawnie na tle tych cyzelowanych przez wieki przestrzeni wyglądało w konkursie urbanistycznym miasto zbudowane w mniej niż sto lat.

28 listopada 2014

Co mówią domy?

14 listopada 2014

Bunkier bananów

5 listopada 2014

Sklepienie

30 października 2014

PORR zbuduje Bałtyk