Opera życia

Temat na libretto sztuki o sławie i chwale zabójczo pracowitego architekta o śmiertelnie wysokim poziomie odpowiedzialności zawodowej (na podstawie lwowskich plotek i przypowieści).

Kondukt pogrzebowy wyruszył 7 lipca 1903 roku spod domu zmarłego przy Słowackiego 8. Na poduszce niesionej za trumną spoczywał tylko Order Żelaznej Korony nadany przez c.k. Franciszka Józefa za budowę Teatru Wielkiego. Na pozostałe honory i zaszczyty brakłoby poduszek w całej kamienicy. W drodze na Cmentarz Łyczakowski kondukt mijał budynki związane z człowiekiem, który choć przybył do Lwowa ledwie dziesięć lat temu, był w nim ważną figurą. Dwa najważniejsze stoją przy głównej promenadzie miasta, kiedyś Wałach Hetmańskich, dzisiaj Prospekcie Wolności, to Teatr Miejski i Szkoła Przemysłowa. Tej drugiej nie zaprojektował, był jej szefem. Ta pierwsza była zdecydowanie projektem życia.
Zygmunt Gorgolewski, jeden z najwybitniejszych polskich architektów XIX wieku, edukację zaczynał w Poznaniu, w Berlinie zaraz po studiach został profesorem królewskiej Akademii Budownictwa. Po sześciu latach na uczelni zaczął odcinać kupony i od razu grubymi nożycami: najpierw radca w Ministerstwie Robót Publicznych, potem architekt pałaców królewskich i królewski inspektor budowlany. Po godzinach urzędowania budował w całych Niemczech i startował w prestiżowych konkursach. Zanim odkrył Kresy wrócił na chwilę do Wielkopolski, gdzie postawił kilkanaście ważnych budynków i ożenił się z Heleną Hulewicz, Wielkopolanką.

Wały Hetmańskie, główny prospekt Lwowa, koniec XIX wieku

Do Lwowa trafił jako spełniony architekt i czterdziestoośmioletni wdowiec. Został dyrektorem tutejszej Szkoły Przemysłowej, bo tylko w tym mieście, w rozebranej przez zaborców Polsce, mógł zapewnić córkom patriotyczne wychowanie.
Przez dwadzieścia lat kariery projektował pałace, gmachy rządowe i pomniejsze urzędy, katedry, dworce, sądy, więzienia, kliniki, mosty, rezydencje i kamienice, nawet jedną w Poznaniu naprzeciw Teatru Polskiego, ale nigdy nie narysował teatru, a bardzo lubił zasiadać na widowni. Gdy nadarzyła się okazja, nie mógł nie skorzystać.
Konkurs rozpisał prezydent Godzimir Małachowski, „Kazimierz Wielki” Lwowa, człowiek który umiał wykorzystać pięć minut autonomii stolicy Galicji. Jak Gorgolewski znajdował czas na startowanie w konkursach trudno pojąć. Poza szefowaniem Szkole Przemysłowej, projektował rocznie 8-10 obiektów, piastował rozmaite funkcje w komitetach, radach, kolegiach, komisjach, dyrekcjach i radach nadzorczych. Szkice na ten konkurs przygotował w głębokiej tajemnicy i by nie być posądzony o wykorzystywanie układów przesłał je anonimowo z Lipska.

Teatr Miejski na początku XX wieku

Wygrał bezapelacyjnie. W finale pokonał innego przedstawiciela historyzmu, Jana Zawiejskiego, twórcę neobarokowego teatru im. Słowackiego w Krakowie, profesora tamtejszej Szkoły Przemysłowej i architekta miejskiego Krakowa.
Projekt Gorgolewskiego był jawnie inspirowany operami wiedeńską (1869) i paryską (1874). Zaprojektował obiekt nieco mniejszy, ale bogatszy w ornamenty. Paryska opera wykazywała jeszcze jedno podobieństwo z lwowską budowlą – była wzniesiona na podziemnym jeziorze i grząskim gruncie.

Reprezentacyjny deptak zakończony budynkiem opery

Lwów przez sześć wieków rozwijał się nad rzeką Pełtew, która pełniła funkcję fosy miejskiej. Wypływała z ziemi w dzielnicy Żelazna Woda i na Wałach Hetmańskich, gdzie miała stanąć przyszła opera, rozwidlała się tworząc wyspę w miejscu dzisiejszego placu Mickiewicza. Aż w 1886 roku ukryto ją pod ziemią i włączono w system kanalizacji miejskiej (na jej smród narzekał już ćwierć wieku wcześniej mieszkający tu Zygmunt III Waza). Żeby zbudować teatr w starym korycie Pełtwi Gorgolewski musiał przesunąć podziemny kanał jeszcze o kilkanaście metrów i pod fundamenty wylać olbrzymią płytę zbrojonego betonu. Projekt konstrukcyjny, zdaniem jednych, był bardzo odważny, zdaniem innych – wysoce ryzykowny. Mimo licznych przestróg, że obiekt stawiany na grząskim gruncie zawali się jeszcze w trakcie budowy, inwestycję kontynuowano i zakończono po trzech latach w 1900 roku.

Pełen symboli fronton © Garvest

Czwartego października w południe Lwowiakom wchodzącym do budynku zaparło dech w piersiach mimo zadartych głów i szeroko rozdziawionych gąb. Ponadczterometrowy i długi na dwadzieścia metrów wypełniony płaskorzeźbami fronton wieńczą trzy wielkie skrzydlate alegorie z kutej blachy miedzianej: uzbrojona w sztylet Tragedia, Muzyka z lirą, a pomiędzy nimi Sława z liściem palmowym.

Głów nie pozwalał opuścić ani kapiący złotem westybul… © Jacek Kwaśniewski

…ani plafon w sali głównej ze zwiewnymi pięknościami symbolizującymi emocje wywoływane przez teatr © Jacek Kwaśniewski

Lwowiacy pokochali nowy teatr, tak jak kochali jego artystów. Od pierwszego sezonu komplet był na każdym spektaklu. Na widowni w kształcie liry, na czterech poziomach mieści się tysiąc dwieście osób. W pierwszych lożach dostojnie biła brawo lwowska śmietanka, a z najwyższego i najtańszego balkonu, nazywanego „jaskółką”, artystów oklaskiwali lwowscy studenci, którym często udawało się tam wślizgiwać bez biletu. A było kogo oklaskiwać: międzynarodowe sławy, takie jak Helena Modrzejewska, Salomea Kruszelnicka (obecna patronka teatru) i Helena Zboińska-Ruszkowska pojawiały się tam od święta, na co dzień występowały gwiazdy nie mniejszego formatu opuszczające konserwatorium prof. Walerego Wysockiego, ojca lwowskiej szkoły wokalnej. „Trzy czwarte śpiewaków i śpiewaczek dawał Polsce Lwów” twierdził Tadeusz Boy-Żeleński.

Kurtyna namalowana przez Henryka Siemiradzkiego © Jacek Kwaśniewski

Twórca budynku, a prywatnie wielbiciel opery, odwiedzał go coraz rzadziej po tym jak gmach osiadł pół metra, a na jego murze pojawiła się rysa. Tak głosi legenda żywa we Lwowie do dziś. Mimo że historyczne źródła nie potwierdzają wersji o samobójstwie Gorgolewskiego, Lwowiacy wiedzą swoje. Miasto huczało od plotek, że teatr się wali i ktoś przypłaci to honorem i karierą. Piątego lipca w gazecie ukazał się nekrolog: Zmarł w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat po krótkiej chorobie sercowej. Dziś, kiedy zagadniesz Lwowiaka przechadzającego się reprezentacyjnym corso zwieńczonym niewzruszenie stojącym budynkiem teatru, odpowie ci, że twórca honorowo popadł w depresję i się zastrzelił, zmarł na atak serca, albo ze zgryzoty. Powtarzają mit, za którym tęsknią, legendę ze świata wartości odchodzącego w zapomnienie. Taką jakie pisała Maria Konopnicka, siedem lat później pochowana na przeciw Gorgolewskiego w Panteonie Wielkich Lwowian.

Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej © Garvest

22 października 2013

Służewiec Biurowy przejezdny

21 października 2013

Stonoga duńskiej energetyki

14 października 2013

Banksy drwi z Ameryki