Powsinoga z lustrzanką

Błąka się z aparatem po ulicach i podwórkach Poznania. Kiedy widzi dewastowane, popadające w ruinę ślady architektonicznej harmonii i dawnego rzemiosła, Łazędze serce pęka.

Łazęga poznańska, czyli Maciej Krajewski, oprowadza po zaułkach i podwórkach miasta pamiętającego lepsze czasy.

Moje ulubione, jak ktoś je ruszy, jakaś łachudra remontowa, nie ręczę za siebie… [wpis na fb Łazęgi 20 lutego]

Strzelecka to moja ulica. Byłem spóźnionym świadkiem wielu dewastacji w tym rejonie. Na rogu Strzeleckiej i Długiej na szczytach narożnych kamienic były żeliwne, ażurowe zwieńczenia, zostało jedno. Na kamienicy z solarium przy okazji wymiany dachówki pozbyto się chorągwi z datą. Niestety nie zdążyłem uwiecznić. Przykładów mogę podawać wiele: kasowane gzymsy, stare bramy i okna wymieniane na płaskie ohydne plastiki. Czy konserwator śpi?

Klatka kamienicy na Dąbrowskiego 25. Sam oniemiałem na moment na ten widok. Dotarłem tam za sprawą Joanny, koleżanki z liceum, ta klatka to jej dzieciństwo.

Urodziłem się w szpitalu Raszei na Jeżycach, prawie na korytarzu, bo moja Mama (Lwowianka) musiała jeszcze mieszkanie posprzątać, okna pomyć i dojść na postój taksówek. No i prawie nie zdążyła. Rodzice mieszkali na Jackowskiego, potem na Grunwaldzie, gdzie się wychowałem. Od 24 lat mieszkam przy Strzeleckiej z moim kejtrem wielorazowym Ryjkiem, ze schroniska przy Bukowskiej.

To zaraz za Teatrem Nowym, po prawej przy Dąbrowskiego, chyba naprzeciw ZUSu. Widać je przez przeźroczyste szyby w drzwiach.

Wchodzę gdzie się da. Czasem proszę lokatorów przez domofon, czasem wślizguję się za listonoszem. Czasem nie chcą mnie wpuścić, dwa razy uciekałem przed ochroniarzami. Dzisiaj jeden kurier, widząc, że fotografuję, sam podał mi parę miejsc gdzie warto, bo są „piękne klatki”. Trochę adresów dostaję od znajomych, dwa podała mi Alicja, pielęgniarka środowiskowa, która chodzi po różnych kamienicach, a zna i lubi moje zdjęcia.

Jak pies powsinoga nie mogę znaleźć sobie miejsca. Oswajam dla siebie miasto i siebie w nim. Chcę zatrzymać w kadrze jego ulatujące piękno. Tak jak na tym zdjęciu z synagogą zamienioną na pływalnię. Ten widok, to zdjęcie jest już nie do powtórzenia. Wielkie okno kamienicy przy Żydowskiej wychodzące na Stawną zaślepił powstający tam hotel. Dzisiaj ta klatka schodowa musi być ciemna i smutna jak grobowiec.

Zdjęcie jest tym bardziej wyjątkowe, że na synagogę patrzy Agnieszka – mieszkająca w Wiedniu Żydówka, szukająca śladów żydowskich w Poznaniu.

Na orła przy Kwiatowej polowałem od dawna. Dopiero w zeszłym roku wprosiłem się na kawę do Radka, kolegi, który jest sąsiadem orła.

Pracuję jako pielęgniarz na onkologii. Codziennie jestem świadkiem czyjejś utraty spokoju, poczucia bezpieczeństwa, sprawności, zdrowia, czasem życia. Wszystko wydaje się tymczasowe. Wyjście z aparatem fotograficznym w miasto jest odreagowaniem.

Jak sam przeminę, pozostanę jakoś w tych fotografiach. Czasami celowo jestem na nich w jakimś odbiciu w szybie, w szkliwie kafli. Taki zostanie po mnie ślad.

Niebo w studni ciasnego podwórka to zjawisko, które w Poznaniu zachwyca w wielu miejscach. To należy do mieszkańców jednej z kamienic przy ulicy Matejki.

Urzekają mnie nawet kamienice i podwórka bez wyraźnych śladów historii, za to z grą świateł, gdzie widok unoszącego się kurzu i cienie urastają do rangi mistycznego doznania.

To też przy Teatrze Nowym.

Lubię klimat starej zabudowy, gdzie czuć historię, gdzie są jeszcze widoczne ślady harmonii i doskonałego rzemiosła. Mam słabość do secesji. Dlatego tak dobrze czułem się we Lwowie i dlatego szukam m.in. jej śladów w Poznaniu.

To okno rodzi najwięcej pytań, a nawet podejrzeń, że jest podrasowane. Nie jest. Pewnie powinienem się wstydzić, żem komputerowy analfabeta, ale wolę robić zdjęcia od razu takie jakie chcę, jak widzę, najwyżej nie zdołam zatrzymać w kadrze tego, co mnie urzekło.

To zdjęcie wzięło się właśnie z takiego zauroczenia podwórkiem w kamienicy na Garbarach, gdzie mieszkańcy tworzą swój własny świat, oswajają go – tego szarego, brudnego, miejskiego molocha.

[wpis na fb z 23 lutego]: A jednak konserwator zabytków czasem coś ocali… Tutaj poległa „tylko” jedna zabytkowa ściana – to jedyna chyba taka secesyjna niezwykłość w Poznaniu. Niegdyś sklep rzeźnicki z ubojnią w podwórzu, teraz sklep mięsny z powstającym studiem nagrań na tyłach – swoiste signum tempori […]

Wystawa moich zdjęć w Domu Trzeźwości przy nowym skrzydle Biblioteki Raczyńskich potrwa jeszcze do 17 marca. Nie chcę być nieskromny, ale warto je zobaczyć w dużym formacie.