Grelewicz: Projektowanie poparte argumentami

Wywiad z Maciejem Grelewiczem, pracującym w MVRDV m.in. nad projektem Bałtyku – o tym jak się projektuje w jednym z najlepszych biur architektonicznych świata.

Jeśli ktoś pracuje sumiennie i stara się dawać z siebie wszystko, to jest to doceniane. Nie widziałem w MVRDV wyścigu szczurów czy jakiejś chorej rywalizacji.

Nie pracujesz już w MVRDV więc możesz powiedzieć. Pamiętasz projekt Bałtyku, który na początku 2011 został zaakceptowany przez miejskiego konserwatora zabytków i inwestora, a wy się z niego wycofaliście? Dlaczego?
Po zatwierdzeniu projektu przez panią konserwator spędziliśmy bardzo dużo czasu na dopracowywaniu tego modelu. Zrobiliśmy wizualizacje setek różnych modeli 3D bazujących na zatwierdzonym projekcie, dziesiątki modeli piankowych. Wciąż jednak mieliśmy wrażenie, że czegoś brakuje, że da się z tej działki, z tych wszystkich skomplikowanych uwarunkowań wycisnąć więcej. W pewnym momencie zaczęliśmy testować alternatywne rozwiązania – znowu setki pomysłów, dziesiątki modeli. To był trudny, długi proces. Najłatwiej byłoby zrobić projekt według zaakceptowanego pomysłu, ale ja bardzo się cieszę, że zaryzykowaliśmy, wydaję mi się, że dzięki temu doszliśmy do najlepszego rozwiązania, najlepiej odpowiadającego na ten trudny, chaotyczny kontekst ronda Kaponiera.
Po drodze było sporo problemów – najpierw musieliśmy przekonać klienta, a później z pomocą klienta panią konserwator. I znowu – cieszę się, że obie te strony stawiały nam warunki, mówiły co im się nie podoba, czego oczekują, bo wydaję mi się, że właśnie ten dialog, te dyskusje, pozwoliły nam wycisnąć tyle ile się dało z tego tematu.

[Bałtyk] © MVRDV

Jak znalazłeś się w MVRDV?
Wysłałem aplikację mailem. Biuro dostaje wiele podań o pracę i z nich co jakiś czas wybiera osoby, których umiejętności są w danym momencie przydatne dla biura.

Zatrudnili Polaka do pracy nad Bałtykiem?
To, że biuro podjęło temat z Polski na pewno pomogło mi zdobyć pracę. Ale nie jest tak, że zatrudnia się ludzi do pracy nad jednym zleceniem. Przewija się sporo projektów, koncepcji, konkursów, przez prawie trzy lata pracowałem nad wieloma. Oprócz Bałtyku głównie w Azji: Chinach, Indiach, Indonezji, Korei, ale też w Holandii, Rosji, czy USA. Tu trzeba być przygotowanym na różne warunki, z zupełnie innym kontekstem, klimatem, czy oczekiwaniami klientów.

Widzisz różnice w sposobie pracy w porównaniu z polskimi biurami?
Wydaje mi się, że MVRDV ma podejście bardziej konceptualne niż większość polskich biur. Początkiem pracy nad projektem jest zdefiniowanie problemu, analiza działki, kontekstu, programu. MVRDV stara się, by proces projektowy był jak najmniej intuicyjny. Decyzje projektowe powinny być podparte obiektywny argumentami, a nie arbitralnym rozumieniem pojęcia piękna. Każdy projekt powinien „działać”, powinien być dobrą odpowiedzą na zadanie projektowe i potrzeby klienta.
Dużo czasu poświęca się tu na znalezienie odpowiedniego rozwiązania. To jest niemalże benedyktyńska praca na setkami modeli, wizualizacji. Te modele różnią się czasem minimalnie, ale właśnie te drobne różnice są kolejnymi przybliżeniami, mającymi na celu znalezienie optymalnego rozwiązania.
Biuro jest też mniej zhierarchizowane niż biura w Polsce.

Jaką rolę w powstawaniu koncepcji mają Winy Maas, Jacob van Rijs i Nathalie de Vries, założyciele biura? Są obecni na co dzień, czy czuć tylko ich ducha?
Szefowie zdecydowanie są obecni. Może nie codziennie, bo mają sporo na głowie (spotkania z klientami, wykłady, ocena konkursów), ale jednak wszystkie projekty muszą być przez nich zatwierdzone. Czasem to ich autorskie pomysły, które zespół tylko rozwija.
Ale czasem pomysły rodzą się w burzliwych dyskusjach, na końcu których tak naprawdę nie wiadomo, kto zaproponował ostateczne rozwiązanie. Jednak właściciele zawsze muszą być przekonani, że kierunek jest dobry.
Nie boją się pytać o opinie ludzi z mniejszym doświadczeniem, lubią dyskutować, rozmawiać o problemie, choć na końcu to do nich należy ostateczna decyzja.

[biuro MVRDV] © MVRDV

Jak się pracowało w jednej z najlepszych pracowni na świecie?
Sytuacja MVRDV jest specyficzna. To biuro ma tak wyrobioną pozycję, że klienci, którzy się zgłaszają nie tylko nie mają problemu z tym co MVRDV proponuje, ale wręcz oczekują, że dostaną coś innego, innowacyjnego. Ale też współpracując z konstruktorem, czuje się jego wsparcie, ma się wrażenie grania w jednej drużynie, której zależy, żeby zrobić razem coś fajnego. To jest ten komfort, którego początkujące biura – nie tylko w Polsce – nie mają. U nas, niestety, praca ambitnego architekta, to często walka z branżystami, którzy próbują wszystko zrobić najtaniej. To ciągłe próby przekonania klienta do rozwiązań nowoczesnych, architektury nie udającej XIX-wiecznego dworku.

A stosunki w zespole?
Tym co najbardziej mnie zaskoczyło na początku, było to jak pozytywnie ludzie są tu do siebie nastawieni. Spodziewałem się, że trafię do fabryki pracującej po 16 godzin na dobę, w której będę trybikiem wykonującym tylko polecenia przełożonych. Tymczasem atmosfera w biurze jest naprawdę bardzo przyjazna, ludzie chętnie sobie pomagają. Oczywiście jest też sporo momentów stresujących – wynika to ze specyfiki pracy nad konkursami, w których trzeba wykonać ogromną pracę w krótkim czasie. Ale wydaje mi się, że jako zespół robimy sporo, żeby ten stres ograniczyć. Jeśli ktoś pracuje sumiennie i stara się dawać z siebie wszystko, to jest to doceniane. Nie widziałem w MVRDV wyścigu szczurów czy jakiejś chorej rywalizacji.

Nad iloma projektami pracowałeś jednocześnie?
Zawsze tylko nad jednym. Jeśli to konkurs, miałem kilka tygodni bardzo intensywnej pracy. Wychodziłem czasem o 18, czasem o 24, a czasem o 6 rano. Potem kilka dni odpoczynku i następny projekt. W przypadku zleceń jest na szczęście trochę więcej czasu na przemyślenie rozwiązań, zbadanie wielu możliwych opcji.

Twoja działka w MVRDV to wizualizacje, modele komputerowe i rysunki techniczne?
W tym biurze nie ma sztywnej specjalizacji, wszyscy biorą udział w całym procesie projektowym. Właściwie każdy ma jakieś pojęcie o robieniu rzutów, diagramów, modeli 3D, modeli piankowych, czy wizualizacji. Oczywiście większość ma coś, w czym czuje się lepiej. Wiem, że w wielu biurach są ludzie, którzy tylko robią wizualizacje, albo w skrajnych przypadkach np. tylko wykazy stolarki okiennej, ale w MVRDV to wygląda zupełnie inaczej.

Wywiad zarejestrowany w grudniu 2012 r.