Przejrzysty urząd

Architektura traktowana jako narzędzie do kształtowania relacji międzyludzkich nie musi być pięknością z okładek magazynów. Wystarczy, żeby była mądra, przyjazna i miała zachwycające wnętrze.

Na scenie rozstawionej w 50-metrowej wysokości szklanym atrium tańczy i śpiewa chiński zespół ludowy. Widzowie siedzą w rzędach ławek, albo przechadzają się po szklanych korytarzach nad głowami. Kto zgadł, że to chiński Nowy Rok urządzany w haskim ratuszu?

Stathuis Den Haag, nazywany też Atrium City Hall został zaprojektowany 20 lat temu przez słynnego Amerykanina, Richarda Meiera. Dziś to miejsce pretenduje do tytułu kulturalno-edukacyjno-społeczno-gospodarczego ośrodka Hagi. Biuro dla miejskich urzędników to tylko skromna część jego funkcji.

Feeria kształtów i barw wieżowców w centrum Hagi © Rene Mensen

Feeria kształtów i barw wieżowców w centrum Hagi © Rene Mensen

Haga dzieli z Krakowem historię, ale nie teraźniejszość. Jak on była stolicą od średniowiecza i straciła tytuł na rzecz większego miasta. Ale to jedyne analogie. Haga ma głowę w przyszłości, a Kraków wciąż żyje historią.

To dziwne miasto. Niby nie stolica, ale polityczne centrum Holandii, ważniejsze od Amsterdamu. Tu urzędują rząd, parlament, Trybunał Praw Człowieka i parę innych, nie mniej szacownych europejskich gremiów. Trochę zabytków, starszych niż amsterdamskie, ale ścisłe centrum nowocześnie pnie się w górę. A przy okazji jest dużym portem rybackim z najlepszymi plażami Holandii. Czyli prócz państwowych urzędników i zamorskich posłów, roi się tu od marynarzy, plażowiczów i wszetecznic.

Dom Handlowy z 1925 roku w stylu Szkoły Amsterdamskim, łudząco podobny do poznańskiego Starego Browaru © debijenkorf.nl

Dom Handlowy z 1925 roku w stylu Szkoły Amsterdamskim, łudząco podobny do poznańskiego Starego Browaru © debijenkorf.nl

Haga miała trzy ratusze, ale każdy w końcu przestawał wystarczać do zadań, jakie stawiała przed sobą administracja. W 1986 roku rozpisano konkurs na nowy urząd miasta. Zaproszono doń: Brytyjczyka Jamesa Stirlinga (Pritzker 1981), Amerykanów Helmuta Jahna i Richarda Meiera (Pritzker 1984), Holendra Hansa Boota i Francuzów z pracowni Saubot-Julien. W połowie zawodów wycofał się James Stirling i na jego miejsce zaproszono pracownię Rema Koolhaasa, OMĘ, która w cztery tygodnie przygotowała, zdaniem jurorów, najlepszy projekt. OMA zaproponowała zbiór kilku wież o zróżnicowanych wysokościach połączonych przyziemiami, rysujących nad centrum iście wielkomiejski skyline. Jednak mieszkańcom i władzom miasta spodobała się bardziej zachowawcza wizja Richarda Meiera.

Makieta konkursowa Office for Metropolitan Architecture © OMA

Makieta konkursowa Office for Metropolitan Architecture © OMA

Działkę w kształcie klina Meier zabudował dwoma 250-metrowej długości gmachami na planach liter „L”. Są białe jak wszystkie projektowane przez niego od półwiecza domy i jak one obłożone glazurą. Te dwa łączy olbrzymie szklane atrium ciągnące się przez niemal całą długość wewnętrznych fasad. Spodobało się najbardziej mieszkańcom i urzędnikom, bo wartości, którym od lat Richard Meier pozostaje wierny – czystość i transparentność, okazały się zbieżne z oczekiwaniami hażan, co do nowego magistratu.

Gigant wśród drobnej zabudowy © Richard Meier & Partners Architects LLP

Gigant wśród drobnej zabudowy © Richard Meier & Partners Architects LLP

Twór poklejony z kilku figur, nawet mimo dynamizujących zabiegów rodem z lat 30,. jest miejscami przyciężki, skutecznie dominuje sąsiedztwo. Wygląda jak lodowa bryła sunąca dostojnie przez Kalvermarkt. Miejscowi nazywają ją „Ice Palace”.

Najsmuklejszy profil budynku © Richard Meier & Partners Architects LLP

Najsmuklejszy profil budynku © Richard Meier & Partners Architects LLP

Fasadę tworzą płytki ceramiczne i taka ilość szyb, że sześcioosobowa ekipa myjąca jest zatrudniona na etat. To cena transparentności, która poza tym przynosi same korzyści.

0070 copy

Katedra światła odbitego © Mary Ann Sullivan

Dużo lepsze wrażenie budynek robi wewnątrz. Ta szklarnia jest wyższa od naw głównych największych gotyckich kościołów, a do tego skąpana w słońcu. Nie ma też ich akustyki, gwaru petentów na parterze nie słychać w biurach. Za to goście i użytkownicy dobrze się widzą. Przez szklane ściany atrium, na galeriach, schodach i mostkach łączących dwa budynki na każdym piętrze. Trudno tu się ukryć komukolwiek.

Łączniki pomiędzy budynkami © Richard Meier & Partners Architects LLP

Łączniki pomiędzy budynkami © Richard Meier & Partners Architects LLP

A mieści się w tym gmachu więcej niż w tuwimowskiej Lokomotywie. Biblioteka Główna w półkolistym narożniku od północnego zachodu. Biura urzędników i sale sesyjne na wyższych piętrach, okienka dla petentów wzdłuż dłuższych boków atrium. Tych ostatnich przychodzi niewielu, bo większość spraw w Holandii można załatwić drogą elektroniczną. To kto w takim razie nabija liczbę ośmiu tysięcy odwiedzających na tydzień?

Tak pusto tylko w niedzielny poranek © Richard Meier & Partners Architects LLP

Tak pusto tylko w niedzielny poranek © Richard Meier & Partners Architects LLP

W szklanym sercu budynku amatorzy kulturalnej rozrywki mieszają się z turystami, szukającymi tu informacji, pamiątek i darmowych atrakcji. Bo bez biletu można tu zobaczyć większość wystaw, a po godzinach pracy – wykładów, spektakli i koncertów. Nie ma dnia, żeby nie odbywało się w magistracie przynajmniej kilka imprez. Więc ciężko wstrzelić się w grafik osobom chcącym zorganizować komercyjne wydarzenie, do czego nakłaniają urzędnicy.

Szklane dachy jak szczyty kamienic © Mary Ann Sullivan

Szklane dachy jak szczyty kamienic © Mary Ann Sullivan

Jedną z przyczyn dużej frekwencji jest położenie. Stadthuis stoi w środku miasta, na granicy średniowiecznej i nowoczesnej zabudowy, na przecięciu dróg do wielu popularnych miejsc. Kilka minut pieszo do siedziby holenderskiego rządu i parlamentu, obok którego stoi, posiadające wybitne zbiory malarstwa, muzeum Mauritshuis. Od południa graniczy z kolorową Chińską Dzielnicą – właśnie w atrium jej mieszkańcy hucznie świętują swój Nowy Rok. W bezpośrednim sąsiedztwie stoją: centrum handlowe, XVII-wieczny kościół prężnie działający biznesowo, niekomercyjny multipleks i siedziba Holenderskiego Teatru Tańca. Od wschodu, ulicę Kalvermarkt, nad którą rozpościera się północna fasada, wieńczy zbudowana na planie elipsy 80-metrowa wieża Muzentoren, za którą rosną już nowoczesne wieżowce.

Wejście do biblioteki, w tle Muzentoren © Mary Ann Sullivan

Wejście do biblioteki, w tle Muzentoren © Mary Ann Sullivan

Nie da się go przeoczyć, bo to jedyny biały budynek w okolicy. Wokół: od żółci po złamane czerwienią brązy, błękity, szarości i srebra, innej bieli tu nie ma. Przez to skupia na sobie nie tylko wszystkie oczy, ale i promienie słońca. W pogodny dzień błyszczy tak, że trzeba mrużyć ślipia. Odbija światło rozjaśniając sąsiednie budynki i pozwala im się przeglądać w lśniącej elewacji.

Późny europejski modernizm z międzywojnia © Mary Ann Sullivan

Późny kwiat rozkwitu europejskiego modernizmu © Mary Ann Sullivan

„Dla mnie biel jest najpiękniejszym kolorem, bo można zobaczyć w niej wszystkie barwy tęczy.” – tłumaczył Meier w mowie podczas wręczenia nagrody Prietzkera w 1984 roku. „W naturalnym świetle zwiększa intensywność postrzegania wciąż zmieniającego się widma światła. Bo białość bieli nigdy nie jest zwyczajnie biała. Prawie zawsze jest ona przeobrażona przez światło i przez wszystko, co je zmienia – niebo, chmury, słońce, księżyc.”

Nocny odcień bieli © Richard Meier & Partners Architects LLP

Nocny odcień bieli © Richard Meier & Partners Architects LLP

Kluczem do tej przestrzeni jest światło. Przez szklany dach wpada go tyle, że potrafi zdominować wszechobecną biel, która wcale nie jest zimna, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Meier sprawił, że to pora dnia, pogoda i sami użytkownicy nadają kolor temu budynkowi. Ale też kształt – na szklanych taflach światło raz wyświetla obraz, a padając pod innym kątem czyni je przezroczyste. To operowanie transparencjami Meiera przypomina pauzy wstawiane przez kompozytora dla wzmocnienia efektu.

Dzieło Amerykanina to tylko forma, treść nadali jej holenderscy urzędnicy. To oni żądali upchnięcia tu wielu funkcji i przeznaczenia dużych powierzchni na przestrzenie wspólne, otwarte dla mieszkańców. Gdzie wszystkie działania stają się przejrzyste, więc bardziej przyjazne. I ten model zadziałał, użytkownicy głosują na niego nogami.

Galerie jak w gotyckim pałacu © Richard Meier & Partners Architects LLP

Galerie jak w gotyckim pałacu © Richard Meier & Partners Architects LLP

Dlaczego stosunkowo rzadko powstają tak dobre budynki użyteczności publicznej? Nie dlatego, że brakuje architektów, którzy potrafiliby je stworzyć. Ale temu, że urzędnicy nie mają jeszcze takich wymagań.