Rowerem pod dnem

Żeby przeprawić się przez Nieuwe Maas, rzekę płynącą przez środek Rotterdamu, trzeba zjechać 20 metrów pod ziemię. Rowerem, a jakże!

Rotterdam umiał wykorzystać prosperity, jaka nadarzyła mu się w połowie XIX wieku. Dzięki Zagłębiu Ruhry, które zaczęło masowo spławiać Renem swoje surowce i produkty, znacznie się rozbudował i zmodernizował.
Nad budową stałej przeprawy przez rzekę rotterdamczycy zaczęli zastanawiać się w 1899 r. Miasto potrzebowało alternatywy dla jedynego XVIII-wiecznego mostu. Że to będzie tunel zdecydowali w 1933 r., a po dziewięciu latach, po cichu, bo pod hitlerowską okupacją, oddali go do użytku.
Budowa z prefabrykowanych rur ułożonych w dnie rzeki była pierwszym zastosowaniem takiej techniki w Europie. W tunelu są po dwa pasy w obie strony dla aut oraz osobne ciągi dla pieszych i rowerzystów. Rura dla rowerów ma 585 metrów długości i znajduje się 20 metrów pod ziemią.
Z tunelu codziennie korzysta około 4,5 tys. cyklistów. W latach 50., w okresie bumu rowerowego w Holandii, było ich 40 tysięcy. Ale wtedy Maastunnel był jednym z dwóch stałych połączeń pomiędzy brzegami rzeki. Dziś rowerzyści mają do wyboru jeszcze dwa mosty i autobusy wodne, które rowery zabierają za darmo. Ale o nich tak słodko nie śpiewają.