Pogoda dla rowerzystów w Den Bosch

Dlaczego u nas tak nie ma, zastanawia się niejeden prezydent miasta. Wydali miliony unijnych euro na ścieżki rowerowe, a rowerzystów na nich zimą nie widać.

Rowerem w Holandii jeździ się niezależnie od pory roku. Bo tam jest cieplej, twierdzą sceptycy. Ale czy 2°C mniej w polskim klimacie może zrobić taką różnicę?
Nasz cyklista ma do pokonania coś więcej niż pogodę. Nawet wyboista, nieodśnieżona droga rowerowa, nawet zasypana breją solną tryskającą spod pługów odśnieżających ulicę nie byłaby problemem, gdyby dało się przez to błoto szybko przejechać… Ale gdy przed każdym skrzyżowaniem trzeba się zatrzymać i czekać na zielone światło znacznie dłużej niż kierowcy aut, przyjmując szpryce solanki spod kół samochodów, droga staje się mitręgą.
A Holender czy pada czy nie pada, wsiada na swojego holendra i jedzie. Szybko, wygodnie i bezpiecznie, bo bez zatrzymywania się na skrzyżowaniach, czasem nawet przez kilkanaście kilometrów! Bo tam już dawno uwierzyli w to, że rower jest najtańszym, najzdrowszym i najbezpieczniejszym środkiem lokomocji w mieście.
Tam droga do pracy jest przyjemnością, u nas wyzwaniem. Włodarze naszych miast budują ścieżki bez wiary w sens i powodzenie, na pół gwizdka, tylko po to, żeby uciszyć rowerowych aktywistów i wydać unijne pieniądze. A źle zaprojektowane i źle utrzymane drogi to miliony euro wyrzucone w błoto (pośniegowe, czyli słone). I tak będzie póki władza funduje nam je i ich utrzymanie w standardzie, którego jedyną zaletą jest najniższa cena.