MVRDV zamiata na prowincji

Miesiąc temu pokazali projekt minimiasta w Dżakarcie, wysokiego na 400 metrów molocha, a dziś – pokrytą strzechą chatę, która przy tamtej skali ledwie odstaje od ziemi i stoi na końcu świata. Ale jak stoi!

Ten koniec to Schijndel, dwudziestoparotysięczne miasteczko w południowej Holandii, najbardziej znane z tego, że urodził się tam Winy Maas, partner MVRDV. Architekt od 30 lat parł do zabudowania zniszczonego podczas II wojny placu pomiędzy kościołem i ratuszem. Urbaniści nalegali na nawiązanie do tradycyjnej zabudowy wiejskiej tego rejonu, MVRDV ciągnęło w swoje pokręcone rewiry. Akceptacje władz miasta zdobyła w końcu siódma koncepcja biura – przeskalowany szklany pawilon wiernie odwzorowujący kształt wiejskiej chaty.

© MVRDV

Słynne biuro z Rotterdamu zrealizowało podobną bryłę w ubiegłym roku, biblioteka Book Mountain to piramida książek pokryta szklaną fasadą. W Schijndel poszli krok dalej, zadrukowując elewację. Na podstawie dokumentacji fotograficznej okolicznych zachowanych jeszcze wiejskich zabudowań przygotowali model wszystkich elewacji i wydrukowali bezpośrednio na szkle: słomę na dachu, czerwony klinkier, białe okna i ciemne okiennice, a nawet pelargonie na parapecie.

Budynek jest 1,6 razy większy niż oryginalna wiejska chałupa. Stojąc przed czterometrowymi drzwiami czujemy się jak skrzat. Rzeczywiste okna i drzwi nie pokrywają się z nadrukami na fasadzie. Wejścia wyglądają jak narysowane zaczarowanym ołówkiem na ceglanych ścianach. Przez ciemne okna wyjrzeć, ani zajrzeć do środka się nie da, trzeba poszukać nieregularnie umieszczonych półprzezroczystych plam, wyglądających jak zacieki.

Na tysiącu sześciuset metrach kwadratowych znajdą się sklepy, restauracje, biura i centrum odnowy biologicznej.

Więcej na MVRDV