Urwisko nad Pacyfikiem

Budynek politechniki tak wzorowo tektoniczny i techniczny, że nie potrzebuje szyldu. Za to i za dobre wpisanie w otoczenie, pochwalono go najbardziej prestiżową nagrodą architektoniczną w 2016 roku.

„Dzieło światowej klasy”, „wizjonerski”, „mistrzostwo rzemiosła” to epitety, którymi jurorzy RIBA skomplementowali dzieło Grafton Architects zbudowane w stolicy Peru.

Pracownia z siedzibą w Dublinie działa od 1978 roku pod wodzą założycielek, Yvonne Farrell i Shelley McNamara. Osiem lat temu zdobyły World Building of the Year Award 2008 za mediolański Uniwersytet Bocconiego. Jeszcze zanim zbudowano polibudę w Limie, dostały za nią prestiżowego Srebrnego Lwa na weneckim biennale. Od paru dni mają w kolekcji jeszcze bardziej prestiżową nagrodę, przyznaną przez Królewski Instytut Architektów Brytyjskich. Międzynarodową nagrodę RIBA dostały za kampus w Limie dla Universidad de Ingeniería y Tecnología. O którym Richard Rogers, przewodniczący jury, orzekł, że to „wyjątkowy przykład architektury społecznej, z ludźmi wpisanymi w jej serce”.

Przekrój przez budynek uniwersytetu w Mediolanie projektu irlandzkiego biura © Grafton Architects

Przekrój przez budynek uniwersytetu w Mediolanie projektu irlandzkiego biura © Grafton Architects

Barranco, w którym wybudowany nowy gmach politechniki, jest jedną z kilkudziesięciu dzielnic ośmiomilionowej stolicy Peru. Zajmuje głęboki wąwóz w południowej części Limy otoczonej górami, tuż nad brzegiem oceanu.

W XIX wieku był to modny kurort dla bogaczy, dziś lansują się tu niebiedni miejscowi artyści, muzycy i projektanci, a na plażach – tacy sami przyjezdni surferzy. Bliżej oceanu jest trochę zabytkowej architektury nawiązującej do panowania Hiszpanów, kampus stoi jednak wyżej, na granicy dwóch dzielnic mieszkaniowych, czyli w środku współczesnego blokowiska. Wznosi się na małej działce na skrzyżowaniu autostrad, jakby wspinał się na palce, próbując bardziej wystawać ponad wiadukt.

Kampus dla dwóch tysięcy studentów © Grafton Architect

Kampus dla dwóch tysięcy studentów © Grafton Architect

Trzeba się wspinać, żeby w tak wysoko zabudowanym sąsiedztwie, przyszli inżynierowie mogli zobaczyć choć skrawek oceanu. Z widokiem na bezkres na pewno łatwiej będzie im wyliczyć, na ilu palcach musi się wspierać budynek. Starsi koledzy policzyli, że na 145 elastromerowych izolatorach z ołowianymi rdzeniami. Schowane za ciężką lamówką betonowej sukni mają stłumić drgania niespokojnej w tej okolicy Ziemi.

Budynek robił wrażenie jeszcze przed obleczeniem go szkłem © GCAQ Ingenieros civiles

Budynek robił wrażenie jeszcze przed obleczeniem go szkłem © GCAQ Ingenieros civiles

Panie z Grafton przyznają, że w projekcie zainspirowały się relacjami pomiędzy Pacyfikiem a Limą, wyrażającymi się wysokimi, stromymi klifami. Ich „urwisko” ma 12 kondygnacji i 49 metrów wysokości. Mimo że stoi bokiem do oceanu, delikatnie zwraca twarz w jego stronę.

Od północy stromo ucięte nad wąwozem z wartką rzeką aut w dole, tak wysokie jak brzegi klifów na drugiej mańce, od południa – kaskadowo opada zielonymi tarasami w stronę niskiego sąsiedztwa. Z tej strony tarasy są odsłonięte, od ulicy – nakryte szeroką ramą podpartą żebrami. Z powodu liczby mostków, schodów i korytarzy łączących ramę z żebrami i właściwym budynkiem, bryłę porównywano do słynnego miasta na zboczu góry Machu Picchu. Choć równie dobrze, do kaskadowej zabudowy miasta Inków, dałoby się porównać też drugą fasadę.

Tarasy od południa © Iwan Baan

Tarasy od południa © Iwan Baan

Projekt został doceniony za nowatorskie rozwiązanie konstrukcyjne. Budynek nie ma rdzenia i słupów rozmieszczonych wokół niego, jak w większości budynków szkieletowych. Tu te funkcje w części północnej spełnia ogromna rama wsparta na żebrach. Poszczególne pomieszczenia są weń powtykane jak szuflady w gigantyczną komodę.

Żelbetowy labirynt przejść © Iwan Baan

Żelbetowy labirynt przejść © Iwan Baan

Koncepcja architektek z Irlandii przypomina zabieg, którego wielu architektów dokonało już przed nimi. Zaplanowały obiekt jako zespół niskich budynków, a następnie postawiły go do pionu. Jakby ją położyć na plecach, politechnika wygląda jak gęsta zabudowa domów o różnej wysokości, z licznymi przestrzeniami wspólnymi pomiędzy nimi. W układzie wertykalnym te przestrzenie przybierają formy tarasów, balkonów i korytarzy, rozprowadzających ruch od centralnie umieszczonych wind i klatek schodowych.

Jedno z otwartych atriów budynku © Iwan Baan

Jedno z otwartych atriów budynku © Iwan Baan

Najniższe kondygnacje zajmują pomieszczenia dydaktyczne, administracyjne i 31 specjalistycznych laboratoriów. Budynek zwęża się potem do profesorskich biur, a dalej wieńczy biblioteką z najatrakcyjniejszymi, szerokimi tarasami, osłoniętymi przed słońcem żelbetową markizą. Trzeba przyznać, że to sprytny sposób na zachęcenie studentów do odwiedzania biblioteki.

Żelbetowa konstrukcja widziana od spodu © Iwan Baan

Żelbetowa konstrukcja widziana od spodu © Iwan Baan

Jednak takich miejsc, gdzie można się oprzeć o barierkę i pogadać, albo tylko pogapić na życie miasta, albo dalej – w bezkres oceanu, jest wiele. A wszystkie połączone są zawieszonym w przestrzeni labiryntem schodów i kładek. Z opinii na forum uczelni wynika, że za te właśnie przestrzenie wspólne najbardziej cenią go studenci. I za strukturę przypominającą wydrążone w urwisku groty, z dowieszonymi do nich platformami. I za świetnie wyposażone laboratoria. Chwalą tak, że aż trudno się zdecydować czy na studia architektoniczne lepiej się wybrać do Limy czy do Dublina skąd pochodzą autorki tego budynku.

18 listopada 2016

Ikoniczny komunalniak

27 października 2016

Zacznij kochać dizajn

21 października 2016

Sztuka muzeum