Wycieniowany w talii

Dom z kibicią wąską jak u osy zaprojektowało w stolicy Austrii holenderskie MVRDV. Choć będzie zdecydowanie górował nad niskim otoczeniem, ma być pozbawiony większości wad wysokościowców.

Budynek jest ściśnięty w talii całkiem jak słynna kamienica w Pradze, tyle że całkiem po coś innego. Frank Gehry z czeskim kolegą Vladem Milunićą stworzyli dom, który udziwnioną formą miał zwracać na siebie uwagę. Rotterdamczycy przeciwnie, starali się oddziaływać na otoczenie jak najmniej. Oczywiście skala jest inna, tam to kolejna kamienica w pierzei, tu – ponadstumetrowy wieżowiec wśród kilkupiętrowej zabudowy, który ma tę przypadłość, że rzuca cień.

Dekonstruktywistyczny „Tańczący dom” na prawym brzegu Wełtawy © Wikimedia Commons

Dekonstruktywistyczny „Tańczący dom” na prawym brzegu Wełtawy © Wikimedia Commons

Wiedeń od kilku lat rozwija się bardzo dynamicznie acz racjonalnie. Stawia na zagęszczanie w granicach miasta, broniąc niekontrolowanego rozrostu przedmieść. Najwyższy w mieście DC Tower, mierzący 220 metrów, powstał w ubiegłym roku. Powyżej stu metrów wyrasta tu z ziemi jeszcze raptem dziesięć budynków (dla porównania w o tycio mniejszej Warszawie – dwa razy tyle), ale sporo będzie się ich wkrótce budować.

Musi, bo mieszkańców przybywa w szybkim tempie. To głównie imigranci, wiedeńczycy rozmnażają się jakoś niemrawo. Specjaliści przewidują, że do 2030 roku będą musieli wybudować w granicach stolicy miasto wielkości Grazu, żeby pomieścić dwa miliony mieszkańców.

Wiedeńskie city © Wikimedia Commons

Wiedeńskie city © Wikimedia Commons

Więcej było ich tylko przed pierwszą wojną światową, w czasach świetności tej wielokulturowej metropolii. W stolicy osiedlali się przybysze z terenów całej monarchii, od Węgrów, przez Czechów i Bośniaków, po Rumunów i naszych krajan. W ostatnich latach obszar, z którego napływają przybysze mocno się poszerzył. Co piąty wiedeńczyk nie jest dziś Austriakiem, mało tego, albo wyznawcą prawosławia, albo muzułmaninem.

Erdberg – południowy kraniec trzeciej dzielnicy to wymarzone miejsce do budowania. Z jednej strony średnicówka, z drugiej stacja metra, a najatrakcyjniejsze działki zajmują place parkingowe, pamiętające marazm, jaki trawił ten kwartał od kilkudziesięciu lat.

Największa rezerwa sieci energetycznej Wiednia z przełomu XIX i XX wieku © Andreas Pöschek by CC-BY-SA-2.0 at

Największa rezerwa sieci energetycznej Wiednia z przełomu XIX i XX wieku © Andreas Pöschek by CC-BY-SA-2.0 at

Życie tchnęła w to miejsce piętnaście lat temu jedna z ikon miasta, która sama dostała wtedy drugie życie. Cztery wielkie zbiorniki – Gazometry leżały w gestii pobliskiej gazowni, jednej z dwóch zaopatrujących w to paliwo dwumilionową stolicę. Kiedy wiedeńczycy przerzucili się z miejskiego na gaz ziemny, Gazometry przeszły na emeryturę.

Wyrwali je z niej zdolni architekci: Jean Nouvel, Manfred Wehdorn, Wilhelm Holzbauer i biuro Coop Himmelblau. Pozostawili ceglane fasady, a wewnątrz dobudowali mieszkania i biura, akademik, salę koncertową, kino i sklepy. Pomysł chwycił, Gazometry zaludniły się i wytworzyły silną społeczność opiewaną w licznych publikacjach.

Zrewitalizowany zabytek © Sebastian Wahlhuetter

Zrewitalizowany zabytek © Sebastian Wahlhuetter

Miasto postawiło warunek, by na parkingu po drugiej stronie ulicy powstał budynek niewiele wyższy od historycznych walcowatych budowli, wystających na 73,5 metra. A inwestor, Bauträger Austria Immobilien, zażyczył sobie, by wypełnić całą działkę w kształcie trapezu. W dwuetapowym konkursie wygrała koncepcja, która nie spełniała żadnego z tych kryteriów.

turm mit taille 3

© MVRDV

To typowe dla architektów MVRDV, często poddających założenia projektu twórczej krytyce. Najpierw zastanawiają się nad genezą wytycznych, a potem próbują z nimi dyskutować. Tak było i tym razem.

Zamiast rozłożystego gmachu zaproponowali smukły budynek na planie kwadratu, zajmujący piątą część działki i pozostawiający przestrzeń dla dwóch niskich budynków i rozłożystego dziedzińca pomiędzy. A i tak dostarczyli więcej powierzchni użytkowej niż oczekiwał inwestor – ponad 35 tysięcy metrów kwadratowych. Co prawda ich projekt urósł 35 metrów wyżej niż pozwalało miasto, ale nie sprzeniewierzył się intencji, która ten przepis podyktowała.

© MVRDV

© MVRDV

Budynek wyrasta z ziemi wysokim handlowym parterem. Z jednej strony zaczyna zwężać się mniej więcej na wysokości dachów okolicznych domów, jakby zamierzał za chwilę się skończyć. Gdyby nie nadwieszony nad nim dwudziestopiętrowy stalaktyt, byłby nawiązującą do pejzażu ulicy kolejną oszkloną kamienicą. Z drugiej topnieje szybciej, tworząc tarasy już na wysokości kilkunastu metrów. W najwęższym miejscu od rdzenia budynku odstaje ledwie parę metrów podłóg w każdą stronę. Z okien Gazometrów najwyraźniej będzie widać, że to nie ludzka ręka, a algorytmy, ukształtowały tę parametryczną konstrukcję.

© MVRDV

© MVRDV

Wygląda jak wieża ułożona z poziomych lekkich modułów, którą pędzący nad dachami okolicznych domów wiatr przekręcił o 180 stopni. Najemcy biur i mieszkań, którzy chcieli mieć widok na Prater, zobaczą jedenastą dzielnicę na południu stolicy, a ci co marzyli, żeby patrzeć na Gazometry, zobaczą trzy kolejne ponad lub prawie stumetrowe budynki mieszkalne (MGC Plaza), do których budowy przymierza się inny inwestor na sąsiednim parkingu.

Tyle że te na kilka godzin w ciągu dnia położą się cieniem na okolicę, a wąska kibić „klepsydry” jest właśnie po to, by sąsiadom nie zasłaniać słońca i widoku na magazyny gazu. Zdaniem architektów budynek będzie uciążliwy dla mieszkańców okolicznych domów nie więcej niż po dwie godziny w ciągu dnia.

© MVRDV

© MVRDV

„Czy to nie jest klasyczna definicja piękna?” – retorycznie pyta zadowolony z efektów Winy Maas, współzałożyciel MVRDV. Myśli o dolnych powykręcanych piętrach, z których każde ma unikalny rzut i odkryty taras, łączący się z kolejnym zewnętrznymi schodami. W ten sposób architekci chcieli ożywić dół wieży, ze sklepami, restauracją i kawiarnią, otwierając je na plac poniżej, co jest rzadkością w wysokich – na ogół introwertycznych – budynkach.

© MVRDV

© MVRDV

Rotterdamczycy twierdzą, że szczupłość talii spełnia jeszcze jedną funkcję – ma chronić teren wokół budynku przed wiatrami katabatycznymi, spadającymi jesienią na dolinę Dunaju. Spirala na wysokości dachów okolicznych domów ma tak przekręcić silne podmuchy, by na placu przed nim i na stacji metra nikomu z głowy nie spadł kapelusz.

Jak udało im się ujarzmić słońce i wiatr można będzie sprawdzić w 2018 roku.

28 stycznia 2015

Plac idealny

12 stycznia 2015

Królewska konstelacja

17 grudnia 2014

Pixel very good