Wysokie highfaluting

Skylight, Sky Tower, Sea Towers, Platinum Towers, North Gate, Millennium Plaza – brzmią jak litania przewodnika oprowadzającego po dubajskim bulwarze. Ale już Andersia Tower, Babka Tower i Łucka City wskazują na słowiańską proweniencję. Oto napuszone i pretensjonalne nazwy najwyższych budynków Rzeczypospolitej.

Pałac Kultury i Nauki jest samotną wyspą w zalewie obcych bytów. W najwyższej polskiej dwudziestce jeszcze tylko jeden budynek nie jest tałerem, city centrumem ani plazą. To słynna wrocławska Kredka, stojąca na baczność obok Ołówka. Rok 1990, kiedy ją wybudowano, był przełomowy w naszej historii pięcia się w górę. Wszystko po nim wznosi się i planuje się wznosić w Polsce wyłącznie w języku angielsku. Jak choćby powstały w 1991 roku Blue Tower Plaza, którego nazwa brzmiała dziś tak pretensjonalnie, że zaczęto mówić o nim swojsko Błękitny Wieżowiec. Ale jego właściciel może sobie na to pozwolić, bo budynek jest w całości wynajęty.
Nowe budynki mają inny imperatyw. Ich nazwy muszą kipieć prestiżem, nęcić światowością i lansem, by deweloperzy zaraz po ich ogłoszeniu drukiem sprzedali całe powierzchnie na pniu. Tak pewnie było w InterContinental Warsaw, Poznań Financial Centre, Silesia Office Tower, tak będzie na pewno w budowanych właśnie Warsaw Spire i Metropolitan Park w Lublinie.
A nam się marzą Kukurydze, Kredki, Młotki (na zdjęciu), Gwiazdy, Zieleniaki, Haperowce i Drapacze Chmur. Bałtyk, nie żaden tam Baltic Tower, jest na ich cześć.