Zagadka Kopenhaskiego Koła

Genialne koło, które magazynuje energię wytwarzaną podczas zjazdów i hamowania i oddaje, kiedy podjeżdżasz pod górę wymyślili doktoranci z najsłynniejszej amerykańskiej polibudy. Zagadka brzmi: na czyje zlecenie?

Massachusetts Institute of Technology jest całkowicie prywatną i bardzo rynkową uczelnią. SENSEable City Laboratory, gdzie powstało Copenhagen Wheel to jej jednostka badawcza, prowadzącą badania na komercyjne zlecenia. Kto mógł chcieć sfinansować wynalezienie koła, które ułatwi jazdę na rowerze?

Nie producent jednośladów. Bo takie koło można zamontować w każdym rowerze górskim, szosowym, trekingowym, miejskim, jeśli ma rozmiar 26 lub 28 cali. Co oznacza, że wszyscy producenci rowerów na tym zyskają. Czyli wynalazek żadnemu nie opłaca się bardziej niż innym.

Nie ONZ. Mimo że w grudniu 2009 roku na Konferencji Klimatycznej pokazało Kopenhaskie Koło jako remedium na nadmiar dwutlenku węgla w atmosferze. Bo przedstawiciele 193 państw nie byli w stanie dogadać się co do nowego pakietu klimatycznego, a co dopiero współfinansować jakiś projekt.

Nie WHO, nie UE, ani rząd Stanów Zjednoczonych, który najbardziej chyba powinien być zainteresowany wizją ułatwienia znajomości z rowerem otyłym nastolatkom i ich zrośniętym z fotelami samochodów rodzicom. Bo wynalezienie czerwonego kółka, które sprawiłoby, że wzniesienie przestanie być wyzwaniem, mogłoby nieco obniżyć wydatki na służbę zdrowia. Co prawda jakieś pieniądze dołożyło amerykańskie Ministerstwo Środowiska, ale to nie ono było zleceniodawcą.

Pomysł jak z Formuły 1, ale tańsze wykonanie. Litowe baterie magazynują energię wytwarzaną podczas zjazdów i hamowania, a kiedy mocniej naciśniesz pedały, automatycznie włączy się silnik, który da ci wsparcie.

Nie producent smartfonów, które stanowią ważny dodatek do zielonego koła. Bo apka działa na IOSie i Androidzie. Pokazuje stan ładowania lub zużycia baterii, drogę do domu i inne bajery, którymi możesz się bawić, jeśli poruszasz się po bezpiecznej i równej drodze. Czyli ślad wiedzie do Zachodniej Europy.

Nie producent włoskich motocykli. Choć jego spółka-córka Ducati Energia wykonała prototyp przetestowany z sukcesem przez dziesiątki redakcji gazet i portali internetowych.

Więc kto? Otóż zlecenie w MIT złożył burmistrz Kopenhagi, któremu zamarzyło się, by w 2015 roku po mieście jeździła na rowerach połowa jego mieszkańców (dziś niecałe 40%). Na ten cel wydał w latach 2009-2011 ponad 20 milinów euro, budując kolejne ścieżki, parkingi, rozwijając system miejskich rowerów i finansując ten wizjonerski projekt nazwany Kopenhaskim Kołem. Rozwiązanie zagadki było trudne, ponieważ cały świat znajduje się na dalekim biegunie problemów komunikacji względem tego jednego miasta, w którym pierwsza ścieżka rowerowa powstała w 1892 roku.

Jak działa koło można przekonać się samemu już wkrótce. Na stronie producenta, spółki założonej przez MIT od tygodnia trwa przedsprzedaż. Na razie koło kosztuje 700 dolarów, potem cena wzrośnie o 100. W FAQ napisano, że działa z klasycznymi przerzutkami i hamulcami V-brake. Brzmi idealnie. Jedyny problem to waga – akumulatory i silnik zamontowany na piaście dają przerażający rezultat prawie sześciu kilogramów. To dużo, zwłaszcza dla tych, którzy muszą wnosić rower po schodach. Miejmy nadzieję, że naukowcy z MIT nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w tej kwestii.