Sklepienie

Multifunkcjonalny budynek emanuje dumą holenderskich niedościgłych architektów. Najpierwszy z rotterdamskich cudów odwiedziło już ponad milion gości.

Wchodząc do wnętrza, w którym sufit jest daleko od podłogi, przeciętny człowiek nie zawsze zauważa ten fakt od razu. W kościołach wzrok bez naszej świadomości wznosi się do malowanych sklepień, bo takie ma doświadczenia. Na dworcach zazwyczaj zatrzymujemy go nie wyżej niż tarcza zegara, a wchodząc do hali targowej – lustrujemy wyłącznie lady. Bo jeśli nasz mózg nie odczuwał dotąd w takich miejscach przyjemności z zadzierania głowy, to sam z siebie jej nie zadrze.

Świątynia spożywcza na chwilę przed otwarciem © Garvest

Świątynia spożywcza na chwilę przed otwarciem © Garvest

Markthal urywa szyję jeszcze przed wejściem. Czterdziestometrowa ściana szkła odsłania sklepienie z Rogiem obfitości, przeskalowaną i przejaskrawioną martwą naturą autorstwa kontrowersyjnego artysty Arno Coenena, który tym razem trzymał się precyzyjnych wytycznych. Nie da się nie zadrzeć głowy, ani przed, ani po wejściu. Jak w gotyckim kościele.

Owoce ziemi i morza na sklepieniu © Garvest

Owoce ziemi i morza na sklepieniu © Garvest

W Rotterdamie na Markthal mówią Koopboog, czyli Łuk zakupowy, po naszemu Sklepienie. Jego autorzy, miejscowe studio MVRDV, zeznają, że natchnęli Coenena siedemnastowiecznym malarstwem holenderskim. Wydruki na aluminiowych panelach wewnętrznej elewacji, wielkich jak dwa boiska piłkarskie, pokryli motywami z obrazów tamtych mistrzów. Czasy Rembrandta to złoty wiek holenderskiego malarstwa, było z czego wybierać: z martwych natur amsterdamskich realistów pożyczyli owoce i warzywa, kwiaty wyjęli z wazonów na obrazach malarzy z Utrechtu, a krewetkę i ryby – z haskich płócien. Wybrali te, które miały się znaleźć na ladach tutejszych sklepów. Ale to i tak namiastka bogactwa oferty prawie stu stoisk, dwudziestu sklepów spożywczych i ośmiu knajp.

Głównie lokalnie i tradycyjnie: dojrzałe sery, świeże ryby i owoce morza, białe od pleśni kiełbasy, ale smakosze kuchni egzotycznych znajdą, czego szukają © Garvest

Głównie lokalnie i tradycyjnie: dojrzałe sery, świeże ryby i owoce morza, białe od pleśni kiełbasy, ale smakosze kuchni egzotycznych znajdą, czego szukają © Garvest

O ile obity blachą gigantyczny hangar może z daleka przypominać stragan, to kramy wewnątrz zupełnie nie. Wyglądają jak drogie butiki, albo stoiska w delikatesach. Niczym nie przypominają targowych bud, które jeszcze niedawno rozstawiały się w tym miejscu co sobota. Kiedy rozpoczęto budowę łuku rynek przytulił się do jego ogrodzenia. Rzędy stoisk z płóciennymi daszkami, rozpiętymi nad piramidami ułożonymi z towarów, tworzyły wąskie alejki. Zapachy nie mając się gdzie mijać, wpadały do nozdrzy niemal jednocześnie. Od słonych morskich aromatów, przez słodkie zapach wypieków i łagodnie mleczne serów, po ostre zamorskie. Można było przebierać, próbować, targować się i wynieść, albo zjeść na miejscu. Każdy, kto rok temu wciągnął tam wędzoną półtuszę śledzia z papierowej tacki, zagryzając idealnie twardą grahamką i patrząc na powstające obok monstrualne sklepienie miał nadzieję, że znajdzie tam podobny koloryt i klimat, może czuć się zawiedziony. Ale Markthal nigdy nie aspirował do roli imitacji, nie miał niczego odtwarzać. Miał nową formą wytworzyć nowe relacje.

Z galerii dla turystów widok na city © Garvest

Z galerii dla turystów widok na city © Garvest

Na razie nie ma szans. Turyści są tam w przytłaczającej większości, mieszkańców, którzy w piżamach mieli schodzić co rano po nowalijki i bagietki – ani widu. Dotąd sprzedała się nieco ponad połowa mieszkań, które właśnie są wykańczane.

W części mieszkalnej dominuje jeszcze ciężki sprzęt © Garvest

W części mieszkalnej dominuje jeszcze ciężki sprzęt © Garvest

Miejscowi fani Gigantycznej Podkowy piszą na forach, że słychać w niej dialekty z różnych stron Rotterdamu, a z obcych języków, głównie niemiecki, flamandzki i francuski. Budynek musiał stać się obowiązkowym punktem każdej wycieczki, skoro w trzy tygodnie od otwarcia przewinęło się przezeń milion zwiedzających. Według prognoz taki wynik miał osiągnąć najwcześniej po dwóch miesiącach. – To przeszło nasze najśmielsze oczekiwania – entuzjazmował się Maarten van Lier, dyrektor hali wręczając czek milionowej klientce.

Sklepienie widziane ze stacji przesiadkowej © shivers.nu

Sklepienie widziane ze stacji przesiadkowej © shivers.nu

Pod Wielkim Łukiem kryje się największy parking Rotterdamu. Cztery podziemne kondygnacje, mieszczące ponad tysiąc aut, zachęcają przyjezdnych do zaparkowania w centrum. Wjeżdżają na parter, przechodzą Sklepienie z zadartymi głowami „…i kupują niewiele” – narzekają lokalnej prasie sprzedawcy. Za to restauratorzy pieją z zachwytu „Jesteśmy przytłoczeni sukcesem”. Jawi się z tego plan typowej wycieczki po Markthalu: pozwiedzać, wypić i zakąsić.

Knajpki i kawiarnie nad kramami © fotovandaag

Knajpki i kawiarnie nad kramami © fotovandaag

Sklepienie na wiele lat zostanie niewolnikiem własnej świetności. Bo póki szwendać się po nim będą głównie turyści, nie wytworzą się relacje mogące scementować społeczność. Lokatorzy prawie dwustu trzydziestu mieszkań umieszczonych w łuku nad targowiskiem, jak napatrzą się z okien sypialni na tłumy, to odejdzie im ochota schodzić na dół. Za cenę mocno powyżej rotterdamskiej średniej dostają ładne, wygodne lokum w samym centrum miasta, w budynku słynnym jeszcze przed otwarciem, z widokiem z jednej strony na architektoniczne ikony Rotterdamu, z drugiej na mrowie turystów. Holendrzy nie kupują dachu nad głową na całe życie, bardziej niż my są podatni na mody, więc chętni na domy w łuku prędzej czy później się znajdą.

Mieszkania mają od mniej niż stu do trzystu metrów i kosztują od ćwierć miliona do ponad siedmiuset tysięcy euro. Penthousy za ponad milion kuszą dużymi tarasami i oknami w podłodze. – Chciałbym zobaczyć minę rodzica, którego dziecko układa klocki na szybie czterdzieści metrów nad ziemią – z sardonicznym uśmiechem rozmarza się partner MVRDV, Winy Maas. Może się śmiać, bo dopiero co wzniesiony przez jego biuro budynek już pokrył się spiżem. Sklepienie jest gigantyczną rzeźbą/instalacją, najpierwszym z dziwów Rotterdamu. A przy tym – jak przystało na dziwy MVRDV – niezwykle funkcjonalnym.

Skwer przed blokiem ©  MVRDV

Skwer przed blokiem ©  MVRDV

Na ten koncept rotterdamskie studio wpadło dziesięć lat temu, gdy dołączył do zespołu Anton Wubben. Żółtodziób ledwie zainteresował się projektem, a już stanął na jego czele. Szybko złapał, że dom, żeby zarabiać przez cały dzień, musi mieć wiele funkcji. Hala mieszkalno-zakupowo to przykład sukcesu bezkompromisowej architektury, ale w koncyliacyjnej Wubben też się odnajduje. To on został szefem projektu poznańskiego Bałtyku, gdy po roku prób studio nie mogło przebić się przez mur wymagań Marii Strzałko, ówczesnej Miejskiej Konserwator Zabytków. Wubben obcinając modelowy prostopadłościan brzytwami ograniczeń umiał wykroić wcale zgrabną bryłę, z przeszkód uczynić atuty (wywiad z Antonem). Przy Markthal biuro nie miało praktycznie żadnych ograniczeń. – Zaprojektowaliśmy go, żeby emanował dumą w tym poszukującym smaku w życiu mieście – wyjaśnia Winy Maas.

Zadaszenie nad przystankami ©  MVRDV

Zadaszenie nad przystankami ©  MVRDV

Sklepienie stoi na dużym placu w jednym z serc Rotterdamu, tuż obok stacji wszystkich środków komunikacji, na końcu szerokiej promenady otoczonej paroma zabytkami i ciekawą współczesną architekturą urzędów, instytucji kultury, biur i mieszkań.

W czasie wojny hitlerowcy jednym nalotem na Rotterdam przekonali Holendrów do poddania się, a miejscowych architektów, przeciwnie – do działania. Sto ton bomb w centrum miasta zrobiło przestrzeń dla nowej architektury. Okolica wygląda jak mógłby Manhattan, gdyby ludzie mieli tam więcej umiaru i zatrzymali się pod koniec dziewiętnastego wieku na kilku ceglanych wieżowcach, a resztę przestrzeni zabudowali z rozmysłem w stylach, które nastały później. Co prawda to nie ta skala, bo Rotterdam jest wielkości Poznania, nie ta kasa i ambicje, ale architekci ci sami.

Most Erasmusa łączący (De) Rotterdam z Nowym Jorkiem © worldrotterdam.com

Most Erasmusa łączący Rotterdam z Nowym Jorkiem © worldrotterdam.com

Dumę z tego, że to Holendrzy zbudowali Amerykę widać w całym mieście, ale szczególnie w jednym fyrtlu. Słynne biurowe De Rotterdam Rema Koolhasa, mistrza założycieli biura MVRDV, otwiera cypel dowcipnych cytatów z amerykańskiej historii architektury. Od ceglanego hotelu z wieżyczkami po szklano-stalowe konstrukcje. Dopiero znając ten kontekst można docenić wyczucie mistrza REM współczesnej architektury.

Bombonierkowy hotelik na końcu cypla © Quistnix, Wimikedia Commons

Bombonierkowy hotelik na końcu cypla © Quistnix, Wimikedia Commons

Jak w tej światowej metropolii odnajduje się Markthal? Uczniowie uczniów Koolhasa podeszli do tematu bez kompleksów, dlatego szybko zdetronizowali jego biurowiec. Od miesiąca to Sklepienie jest głównym celem wycieczek do kipiącego dobrą architekturą Rotterdamu.

Zdjęcie na czołówce © Ossip van Duivenbode
30 października 2014

PORR zbuduje Bałtyk

23 października 2014

Miasto ze stali się wali

17 października 2014

Podłogi wyniesione pod sufit

3 października 2014

Wiatr w kominie